Nie daję Owsiakowi

Nie daję Owsiakowi. Od wielu lat tego nie robię. Powodów jest kilka i żaden z nich nie odnosi się do tego, że nie ufam WOŚPowi czy samemu prezesowi fundacji. Kilka razy w życiu biegałem z puszką. Bardzo dużo się nauczyłem dzięki organizowanym przez ludzi działających w okolicach fundacji na temat pierwszej pomocy, niestety, raz musiałem z tej wiedzy skorzystać. Uczestniczyłem też w Woodstocku, kilka razy. Teraz bym się zapewne nie wybrał, ale bywałem i nawet nieźle się bawiłem.

Zatem dlaczego nie daję Owsiakowi? Powód jest prozaiczny. Bo inni dają. Tak po prostu.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie o to w tym chodzi.

Wróćmy jednak do momentu, w którym postanowiłem napisać ten tekst.

Każdego roku styczeń jest dla mnie dziwnym miesiącem. Święta są jakie są, każdy widzi. Potem przychodzi nowy rok. Gdyby zmiana cyfry w dacie prowadziła człowieka do zmiany mentalnej to byśmy wszyscy co roku się zmieniali jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Mamy za to festiwal chęci. Widać to na siłowniach. Co roku. Widać to też w puszkach z czerwonym serduszkiem. To bez bawienia się w polaryzację, o której za chwilę, to dobra oznaka naszego człowieczeństwa. Co roku zbieramy kasę na zakup sprzętu, którego brakuje. Nie dzielmy się na lepszych i gorszych. Jeśli ktoś wrzuci kilka groszy to pomógł tak samo jak ten co wylicytował kolację z celebrytą. Efekt końcowy jest tutaj najistotniejszy. Na koniec dnia dzieciaki czy osoby starsze mogą być lepiej leczone. Chyba o to chodzi?

Nie zaczynajmy też w tym miejscu tematu rządu i tego, że powinien finansować wszystko jak leci. Nie koniecznie. Oczywiście, patrząc na chore wysokości składek, można uznać, że powinien, jednak tego nie robi i robić nie będzie. Na całym świecie działają fundacje i to one wspierają zwykłych ludzi. Jest to efekt naszej solidarności społecznej, której może na co dzień nie widać, szczególnie jeśli spojrzymy na styczniową polaryzację.

Będę tutaj szczery. Styczeń to ohydny miesiąc, pomimo „Światełka do nieba”. Nagle, stajemy w dwóch obozach, które z niewiadomych przyczyn zaczynają obrzucać się błotem. Jedni mówią, że Owsiak się dorobił ze zbiórek, inni uważają, że wrzucić trzeba. Starałem się trzymać przez jakiś czas z boku tej dyskusji. Nie bez przyczyny. Miałem w głowie inne priorytety. Jednak Gdańsk sporo zmienił w moim postrzeganiu świata i dlatego ten tekst.

Tu nie jest istotne co myślimy o Owsiaku. Moje prywatne poglądy są moje i możemy na ich temat dyskutować. Możemy razem usiąść do sprawozdania finansowego fundacji i powiedzieć, że jest jednym z najdokładniejszych jakie można pobrać z publicznie dostępnych źródeł. Również zapraszam do rozmowy na temat firm, które Owsiak posiada i dlaczego nie powinniśmy rozważać pracy dla Fundacji w połączeniu z działalnością komercyjną, chyba, że chcecie wyskoczyć do takiego Billa, który też prowadzi fundację, a przez kilka lat był szefem jednej z największych firmy informatycznej na świecie? Pogadajmy na ten temat.

Gdańsk zmienił coś w ludziach.

Nadal, nie chodzi o śmierć człowieka.

Nie wiem kim był prezydent Gdańska. Nigdy się nie interesowałem tą postacią. Podejrzewam, że teraz nie będę rozwijał swojej wiedzy w tym kierunku. Jest to w pewien sposób objaw mojej ignorancji. Nie chcę wiedzieć.

Jednocześnie nie chcę personifikować jego zabójcy. Szczególnie nie chcę mówić o nim z imienia i nazwiska. Bo nie będę w tym krótkim tekście rozprawiać o konkretnych ludziach. Chcę zwrócić uwagę na sytuację. Na to co się wydarzyło i dlaczego nie możemy po prostu jednego człowieka pochować, a kolejnego skazać.

Nie daję Owsiakowi. Od kilku lat. Nie jestem osobą, której nie stać na dobroczynność. Nic z tego. Daję, ale nie Owsiakowi. Wy mu dajecie wystarczająco dużo, żeby mógł kupić sprzęt, który trafi tam, gdzie gość zadeklarował.

Nie daję na zwierzątka. Od zawsze. Wy na nie dajecie. Przekazujecie tysiące na operacje. Kolejne tysiące na karmy i ogrzewanie bud. Robią to dziesiątki tysięcy osób. Zbiórki przekraczają zakładane progi.

Daję tam, gdzie pieniędzy również brakuje. Wspieram tak jak mogę ośrodki zajmujące się dzieciakami z Aspergerem. Staram się wpłacić jakiś grosz dla ośrodków wsparcia psychicznego. Próbuję propagować mówienie o problemach z głową. Chcę, żeby o tym mówiono, rozmawiano, budowano wsparcie między sobą.

Gdańsk mam nadzieję, że zmieni naszą percepcję na świat.

To jest tragedia i nie chcę, żeby została wykorzystana w grze politycznej. Wolałbym, żebyśmy dzięki temu się czegoś nauczyli. Zrozumieli, że istnieje w naszym społeczeństwie rosnąca grupa osób, która zaczyna być coraz to bardziej zauważalna. Pisałem kiedyś o tym.

Z roku na rok zwiększa się liczba osób z problemami psychicznymi. Nie tylko z depresją, ale też z innymi zaburzeniami. Może to kwestia postępu, z którym nasze mózgi nie dają sobie rady? Może to problem innej natury? Ciężko jest mi wyrokować. Mamy do czynienia, ze zdecydowanie narastającym zjawiskiem.

To, że jedna osoba z najpewniej zaburzoną oceną aspektów moralnych swoich czynów, targnęła się na życie osoby reprezentującej w jej mniemaniu zło, które ją dotknęło, miało miejsce, jest czymś co może w przyszłości zdarzać się częściej.

Ogrom presji i brak jakiejkolwiek pomocy w podróży po tym świecie, powoduje u nas zagubienie. Im ktoś bardziej jest zagubiony, tym bardziej się boi i zaczyna walczyć. Bronić się przed tym co jest dla niego wrogie, niezależnie od tego czy naprawdę potwór z szafy istnieje.

Chcę przekazać tym krótkim tekstem, że nie daję Owsiakowi, daję innym potrzebującym. Wy również możecie to robić. Jeśli chcecie wrzucić do puszki z czerwonym serduszkiem to to zróbcie, ale jednocześnie nie zapominajcie spojrzeć obok siebie. Choroba to nie tylko niedowład kończyn czy zaburzona praca serca. Wielu chorych żyje w ciszy. Boi się przyznać, że coś nie gra. Potrzebuje pomocy, ale nie zapyta o nią. Lęka się ostracyzmu. Tego, że stanie się ofiarą wypowiedzi medialnej, mówiącej o wariacie, który nie wytrzymał.

Nie chcę rozgrzeszać ludzi. Nie taka jest moja wola i rola.

Chciałbym pokazać, że w mroku pokoi siedzą tysiące osób, które trzymają w społeczeństwie tabletki na receptę. Te osoby nie powinny się wstydzić, nie powinny się bać, powinny otrzymać pomoc. Tak jak ja kiedy złamałem rękę, tak jak ja kiedy kilka lat temu kiedy umówiłem się na pierwszą wizytę z terapeutą.

Możemy dawać Owsiakowi. Niech to szczególne, tragiczne „Światełko do nieba” pozwoli nam być lepszym społeczeństwem, takim które wzajemnie się wspiera, a nie atakuje i niszczy ze względu na różnice. Może kiedyś będziemy równi? Części z nas trzeba w tym po prostu pomóc.

WOŚP poradzi sobie bez moich kilkudziesięciu złotych. Ośrodek zajmujący się Aspergerem może za te pieniądze kupić prosty sprzęt do wspomagania rozwoju dzieciaków, nawet głupią książkę, która nauczy terapeutów czegoś nowego lub bilet na pociąg, żeby jeden z nich mógł wyjechać na konferencję i podzielić się wiedzą z kolegami.

Inicjatywa Owsiaka to potężna machina, która będzie jechać do końca świata i o jeden dzień dłużej. Ten projekt już działa i ma się dobrze. Jego misja będzie z powodzeniem kontynuowana. Teraz czas zabrać się za innych, również potrzebujących. Bo uwieżcie mi na słowo. Jeśli chcemy żyć w pięknym świecie to nie możemy ograniczyć naszych serc do piesków i Owsiaka, musimy spojrzeć też w miejsca, o których nie chcemy myśleć na codzień, one też istnieją, tylko kryją się w szafie.