Agile, deweloperzy i dlaczego robisz to źle

Zauważyłem ostatnimi czasy pewną dziwną prawidłowość związaną z nadmiarem poprawności politycznej. Staramy się mówić w sposób bezsprzecznie idiotyczny. Poruszamy się dookoła pustych sloganów. W zasadzie jesteśmy na etapie nie progresu, ale czynności zupełnie odwrotnej. Następuje w tym cywilizowanym świecie degradacja podstawowych pojęć i zrozumienia bezwzględnie podstawowych wartości.

Wykorzystujemy slogany, hasła jako remedium, które ma naprawić całe zło wszechświata. Robimy to w polityce, działamy tak w korporacjach, przenosimy to na życie codzienne. Wyobraźmy sobie, że potrzebujemy w mieszkaniu zamontować półkę. Prozaiczna czynność. Normalny człowiek zamawia fachowca jeśli jest manualnie uwsteczniony lub pozyskuje odpowiednie narzędzia i materiały i po prostu zawiesza tą cholerną półkę, potem sprząta syf, który wytworzył i idzie na piwo. Proste? No chyba tak.

Teraz powyższy przykład z korporacji. Trzeba zawiesić półkę. Najpierw trzeba podjąć decyzję o tym prozaicznym czynie, gdzie na tym etapie wartość półki rośnie nawet dwukrotnie. Przecież to nie jest za darmo, bo mamy człowieka na etacie. Przecież tak się nie da. Potem jak już mówimy, że trzeba to bierzemy się za wybór zasobu. Nie wybieramy człowieka tylko zasób. No to jest takie losowanie, lotto. Wybieramy. Pada na kogoś i ma zrobić coś w jakimś czasie. Smart? W dupie. Okazuje się, że ten człowiek to nie wie jak się takie półki montuje, nie ma nawet dostępu do narzędzi potrzebnych, a na koniec to się jeszcze dowiadujemy, że w międzyczasie to on ma do zrobienia od cholery innych rzeczy. Na czym kończymy? Przychodzi gość, który miał na tej półce coś postawić, no i będzie sobie czekać bo półki nie ma, gość co miał montować to nadal nie wie jak to zrobić, a w zasadzie to czy ta półka jest w ogóle nam potrzebna?

Przykład z półką jest taki trywialny bo średnio odnosi się do dziedziny, którą na co dzień się param. Jednak. Pokazuje debilny schemat zarządzania korporacjami w kontekście wykorzystywania zasobów i mielenia czasu ludzi. Szczególnie tych korporacji, które mają w zwyczaju się kurczyć.

Jest finalnie kilka takich miejsc w każdej korporacji, które powinny być z założenia chronione przed jakimikolwiek zmianami strukturalnymi, a szczególnie restrukturyzacyjnymi. To szeroko pojęte działy związane z IT. Szeroko. To nie tylko programiści, których sadza się w najgorszym miejscu. To też analitycy, UX, administratorzy itd. Nie bez powodu. Każda firma, powtarzam każda, pracuje na narzędziach IT, potrzebuje ich rozwoju i musi analizować dane, które gromadzi. Nie ma wyjścia. Jeśli tego nie robi to to się po prostu nie dzieje. Najzwyczajniej w świecie się cofa. Nie ma pojęcia co się dzieje w ich ogródku, nie potrafi reagować na zmiany, nawet głupie błędy czy chwilowe problemy z wydajnością systemów dotykają całą firmę. Policzcie sobie ile kosztuje Was godzina czy dwie bez CRMa? Potrafi ktoś to sobie przeliczyć? Każdy pracownik na froncie + każdy w backoffice x ich pensje x czas. Proste? Tyle tracicie na każdej godzinie, kiedy nie ma człowieka do obsługi systemu, boście sobie wymyślili, że zamiast 2-3 administratorów x 10k każdy, to wystarczy tylko jeden za 6k. Takie zyski, że aż mi się miło w brzuszku zrobiło.

Co dalej?

Analitycy. Z tym mam blisko. Bardzo blisko. Jak byście tych ludzi nie nazywali. BI, raportowanie, analityka. Zwał jak zwał. Każdy taki człowiek ma za zadanie wytłumaczyć biznesowi jak bardzo to co planują ma sens lub jest czystą głupotą. Potem jak już coś zrobią to ten właśnie analityk ma im wytłumaczyć co tak naprawdę zrobili, jaki ma to wpływ na cokolwiek. Może zrobiliście sobie ładną zmianę w systemie, która powoduje zwiększenie wejść do kanałów obsługi nie będących automatycznymi? Wiecie ile to kosztuje? Zdajecie sobie z tego w ogóle sprawę? To Wam powie analityk.

Jak to co napisałem ma się do pierwszego zdania? Obserwuję niepokojący trend i to do kilku lat. Analityka traktuje się jak 15 lat temu myślano o programistach. Taki grubasek we flanelowej koszuli, który na niczym się nie zna i tylko pokazuje cyferki na jakieś tam spotkania, ale jak się go o coś zapytasz to on nie wiem.

Traktowanie ludzi technicznych jako zasób jest błędem kardynalnym. Jeśli tak myślicie, że człowiek jest zasobem to jesteście ignorantami. Bycie ignorantem wpisuje się w trend o nie mówieniu jak jest. Wiecie. Ten blog jest czytany przez różnych ludzi, część to tacy, z którymi pracuję. Cóż. Prawda jest taka, że w znanych mi miejscach za wyjątkiem małych firm robiących soft, traktujecie mądrzejszych od siebie jako zło konieczne, wymagacie od nich spełniania Waszych irracjonalnych wizji i co gorsza podpisujecie się pod tym z uśmiechem na ustach. Paranoja i absurd.

Tutaj pojawia się też piękne słowo Agile.

Wiem. Każdy słyszał, każdy by chciał mieć. Wiecie jaka jest podstawowa zasada Agile? Zostawiacie dewelopera w spokoju. Nikt go nie dotyka, dajecie mu jeść i pić i tyle, koniec interakcji. Może do niego podejść PO, żeby powiedzieć jak mu się kwadracik podoba czy to co pokazuje jakiś tam ekran to faktycznie to czego chcemy. Koniec. Tak ma wyglądać praca w tej metodologii. Nie po to ją wymyślono.

Wiecie dlaczego?

Kto czyta? Ręka w górę. Może się ktoś znalazł. Nie wiem, nie widzę. Jeśli podnieśliście rękę to super. Możecie napisać o tym w komentarzu.

Wyobraźcie sobie, że ktoś do Was przychodzi w połowie akapitu i zabiera książkę. Co się dzieje? Proste. Zapominacie, gdzie skończyliście. Jakieś tam wybitne jednostki powiedzą, że pamiętają. Spoko. Pamiętajcie.

Co się dzieje jak ktoś Wam przerwie w połowie zdania? Zapominacie co mówiliście. Gubicie się i koniec wypowiedzi.

Proste?

Dlatego nie przerywa się deweloperowi w jego pracy. Dlatego siedzimy ze słuchawkami na głowie i stukamy w klawiaturę. Ja nawet pisząc ten tekst mam słuchawki. Tylko i wyłącznie po to, żeby mnie nic nie wyrwało ze swoistego transu.

Tak się pisze kod. W głowie powstaje ulotna koncepcja tego co ma zostać stworzone. Do momentu napisania do końca Metody nie zostawiasz klawiatury w spokoju. Bo ten akurat pomysł może być tym dobrym, powrót do niego za kilkanaście minut jest zwykle niemożliwy. Tak to działa.

Dobra to co jeszcze z tym Agile co to jest takie modne?

Tworzenie zespołów zwinnych, mających robić tematy biznesowe jest świetnym pomysłem. Tylko, że jest mały problem. Nie ma to sensu jeśli włączysz w to kogokolwiek technicznego i każesz mu poświęcić dwie godziny dziennie. Serio. Zostawcie ten temat i nie róbcie tego. Pomysłodawcy podajcie soloneza.

Zwinny zespół biznesowy ma zbierać kompetencje z różnych obszarów i szybko podejmować decyzje biznesowe. Zwinny zespół deweloperski ma szybko dostarczać małe funkcjonalności biznesowe. Różnica jest taka, że biznes tworzy decyzje. Tylko i wyłącznie. To wszystko co generuje część biznesowa. Te wszystkie slajdy, komunikaty i inne dziadostwa to jest tylko i wyłącznie efekt decyzji. Deweloper coś tworzy. Generuje jakieś fizyczne, re-używalne rozwiązanie, które potem biznes wykorzysta do kolejnych decyzji lub do pracy. I wiecie co? Biorąc pod uwagę ten fakt, na koniec dnia osoba wytwarzająca jest mniej ważna od tego kto przynosi slajd do prezesa.

Poziom abstrakcji i braku logiki w tym wszystkim jest zaskakujący.

Dokładnie tak samo traktuje się sprzedawców, osoby obsługujące i sprzątające. Szacunek i kasa idzie w kierunku osób chodzących z slajdami. Zupełnie nie myśląc o tych, którzy dali do tych slajdów wsad. Tak, tak. Ja wiem, że w korporacjach z 15-20% osób to tylko po spotkaniach chodzi. To są ludzie najbardziej oderwani od realiów, od tego, że niekiedy trzeba usiąść i się zastanowić. To właśnie takie osoby powodują, że korporacje są tak strasznym miejscem. Nie bez przyczyny o tym mówię. Też tak robiłem. Biegałem przez rok z zeszytem po korytarzu i byłem ważny. Tylko, że ja przez ten rok nic nie zrobiłem. Przez ostatni miesiąc wyprodukowałem i zarobiłem dla firmy więcej niż przez cały tamten rok. Taka prawda.

Jakaś konkluzja i podsumowanie po tym chaotycznym tekście?

W zasadzie tak.

Doczekaliśmy się czasów, które są takie same jak te kilka lat temu. Różnica jest tylko taka, że teraz nie mówi się do człowieka, który fizycznie coś wytwarza, że jest zastępowalny i powinien dziękować, za to, że ma robotę. Dotarliśmy momentu kiedy w słodko-pierdzącym tonie otrzymujemy informację zwrotną, że jesteśmy zajebistymi specjalistami ale drogimi i powinniśmy robić o wiele więcej bo przecież ja nie rozumiem dlaczego to takie proste to trwa tyle czasu, weź ty się ogarnij.

Taka smutna prawda. Najlepiej wykształconych ludzi w firmie, którzy ciągle się rozwijają i tylko dzięki ich zaangażowaniu ten cały biznes się kula do przodu i nie odstaje od rynku, traktuje się jako ogromy koszt nie mający logicznego uzasadnienia.

Wiecie jaka jest alternatywa? Consulting!

Wiecie jak działa consulting? Powie Wam, na podstawie zasłyszanych na fajku plotek dokładnie to samo co powiedziałby Wam nie bojący się kopa w dupę pracownik. Dodatkowo pokaże Wam analitykę zrobioną rękami Waszych ludzi ale na slajdach z ich logiem.

Różnica?

Kasę przeznaczoną na consulting moglibyście wydać do cholery na kawę do ekspresu i „owocowe czwartki” i jeszcze by zostało, żeby iść raz na kwartał na wódkę. Serio. Policzcie sobie.

Podumowując, podsumowanie.

Smutny to czas. Nie wiem czyja to wina, wiem za to kto może to zmienić.

Wiem też, że jeśli ktoś z 5 letnim stażem mówi, że coś potrwa tydzień to, to będzie tyle trwać. Nie ma zmiłuj.

Szanujmy ludzi, którzy coś tworzą. Bez nich nie będą potrzebni ludzie biegający z zeszytami.

Tak, grafikę z stocka wkleiłem z premedytacją.

2 myśli do „Agile, deweloperzy i dlaczego robisz to źle”

  1. Po to teoretycznie są scrum masterzy żeby wlasnie takich sytuacji jak opisałeś z oderwaniem od kodu nie było. Mówię „teoretycznie” nie be powodu bo gdzieniegdzie są a w innych miejscach są „zbedni”. I tak z tego co się orientuje trudno o dobrego scrum mastera. Co do korpo to w samo sedno. Podniosłem reke czekam na więcej. Czyta się przyjemnie 🙂

    1. O scrum masterach to kojelny wpis popełnię. Ta rola jest szalenie istotna i to nie jest PM w waterfallowym ujęciu. Co ciekawe jest to w ten sposób traktowane. Z resztą jednym z kolejnych wpisów będzie też spojrzenie praktyka na wytwarzanie softu. Ty też relacja z biznesem jest ciekawa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *