Bloodborne – gra karciana

Pod miastem Yharnam rozciągają się ogromne podziemia. Plaga związana z krwią spowodowała, że zamieszkują je potwory rodem z koszmarów. Lochy Kielicha, bo taką noszą nazwę połączone są z transcendentalnym Snem Tropiciela. W tej krainie mającej swoją genezę z horrorach rodem z powieści Lovecrafta bój z bestiami i sobą samymi toczą Tropiciele. Zwinni wojownicy, dzierżący w dłoniach specjalistyczną broń stworzoną do walki z monstrami. Ot Bloodborne.

Powiem szczerze, że w pierwowzorze jestem zakochany. Gra jest trudna, wymaga delikatnego poruszania się, wyczucia i ciągłej nauki. Mechanik samej rozgrywki jest bardzo wiele i jak w Diunie są tam plany w planach, tfu, mechaniki w mechanikach. Rozwój postaci jest bardzo istotny, ale nie kluczowy. Ostatecznie w tej grze nie chodzi o levelowanie tylko zrozumienie tego jak działają wrogowie, w jaki sposób reagować, dlaczego należy być cierpliwym i rozsądnym. Produkcję można skończyć bez wydania jednego punktu w podniesienie statystyki czy też zwiększenie możliwości broni. W zwykłej grze cRPG było by to nie możliwe, ale nie w Bloodborne.

No i dostaliśmy karciankę. Zacznę od podstawowych informacji. Jest to  produkcja nastawiona na kooperacyjne zwalczanie kolejnych wrogów, gdzie narzędzia mordu zdobywamy dzięki budowaniu talii. Po przejściu przez 10 losowych przeciwników, dostępujemy zaszczytu pokonania ostatniego bosa. Jedyną opcją wygrania jest w zasadzie współpraca. Oczywiście możemy stosować mechaniki pozwalające na wkopanie przeciwnika i ucieczkę z pola walki w jej trakcie. Bo warto zauważyć, że mechanika premiuje agresywną walkę, ale równocześnie na koniec wyłaniamy zwycięzcę czyli osobę, która posiada na swoim koncie najwięcej trofeów za pokonane bestie oraz zmagazynowanych tętnień krwi. Teoretycznie warto w trakcie gry doprowadzać do wystawienia kolegów, jednak w myśl zasady „tropiciel nigdy nie jest sam” wygrana samemu jest co najmniej trudna. Już sam zakres graczy (3-5) jest w tym przypadku racjonalny. Na koniec wstępu jeszcze warto wspomnieć o cenie. Aktualnie to około 80 PLNów wg. Ceneo.

Czy zatem inwestycja w karciane Bloodborne jest warta swojej ceny? Wszak po to czyta się recenzje, żeby odpowiedzieć sobie na pytanie czy chcemy coś kupić.

Zacznijmy od mechaniki budowania ręki. Jest ona co najwyżej poprawna. Bardzo brakuje czegoś co byłoby związane z kosztem kart tak jak to ma miejsce w innych grach tego typu. Tutaj kosztem rozwoju jest możliwość zdobycia dodatkowego trofeum, ale grając w kooperacyjnej wersji, jest to koszt niewielki. Ot taki pasjans. To jest chyba dobre porównanie. Warto nadmienić, że sama biblioteka dostępnych kart jest słaba. Dosłownie kilka, mało zróżnicowanych broni i przedmiotów. Tak też wybór nie jest zachwycający, skutkuje to też tym, że w samej zabawie jest jakoś tak nudno.

Sama walka będąca osią rozgrywki nie jest wykonana zachwycająco. Każdy przeciwnik jest inny, to prawda. Posiada zazwyczaj dodatkowe umiejętności wpływające na tą konkretną walkę. Brakuje jakiegoś smaczku. Czegoś co dodałoby grze emocji płynących z pierwowzoru. Zaczynamy walkę, dostajemy po głowie umiejętnością startową potwora, obrywamy od niego tyle ile wyrzucimy na kostkach, a potem sprawdzamy czy udało nam się go zabić dzięki sumie obrażeń zadanych broniami wszystkich łowców. Taka matematyka i niestety losowość. Coś czego nie ma w pierwowzorze.

Czas rzucić światło na umiejscowienie gry i lokalizację. Całość wydana jest po polsku i posiada grafiki inspirowane lub wprost ściągnięte z ekranów PS4. Oznacza to, że jest ładnie. Dostajemy estetycznie wykonaną produkcję, co najmniej poprawnie wykonane kartoniki i śliczne żetony imitujące krew. Do aspektów graficznych nie można się przyczepić. Jedyne co bym zmienił to zbyt duże kartonowe plansze służące do wskazywania postępu, usunąłbym je. W normalnej grze są trochę zbędne i zajmują dużo miejsca na stole. Spokojnie można je zastąpić chociażby kościami. Nie jest to wielki problem, raczej coś zbędnego co mogło wpłynąć na cenę gry.

Czy można powiedzieć o karcianym Bloodborne, że jest to produkcja zła? Nie koniecznie, jest poprawną, ładną karcianką z nieco kaleką mechaniką sabotażu i uproszczonym schematem rozgrywki. Ot coś dla fanów pierwowzoru chcących mieć na półce klimatyczne pudełko z zawartością przywołującą dobre wspomnienia. Jeśli ktoś chce w ramach kolekcjonerskich, spoko. Jeśli szukasz karcianki nieskomplikowanej, taniej i w gotyckich klimatach, też ma to sens. Natomiast poszukując doznań podobnych do tych, które mieliśmy w wersji konsolowej… to bynajmniej nie jest produkcja dla Ciebie. Jest prosta, mało zaskakująca i w żaden sposób nie pozwala być lepszą. Wiele jest brakuje do osiągnięcia poziomu z PS4.

Dlaczego tak jest? Mam hipotezę. Karcianka wyszła w momencie kiedy Bloodborne było już u schyłku swojej popularności. Przeszła pierwsza fala zachwytu po premierze. Potem nastąpił renesans powiązany z dziesiątkami materiałów wideo mówiących, jaka ta gra jest super. W międzyczasie wyszedł dodatek oraz Dark Souls 3 będące dzieckiem tego samego studia. W efekcie wydawnictwo, które kupiło licencję na wersję bez prądu miało mało czasu. Potencjany zysk ze sprzedaży mógłby być ogromny, ale czasu mało. Na co więc się zdecydowano? Szybko powstała wersja BETA czyli to co dostaliśmy do kupienia. Mechanika posiada otwartą strukturę, można do niej dołożyć kilka ciekawych elementów. Spokojnie można dodrukować karty. Spróbować romansu z przyzywaniem sterowanych mechaniką sojuszników, zobaczyć czy element rywalizacji mógłby być wykonany dynamiczniej, a nie w formie liczenia punktów na koniec gry.

Chciałbym powiedzieć, że zostaliśmy oszukani. Jestem zawiedziony. Liczyłem na coś więcej, a dostałem poprawnego pasjansa z śliczną estetyką. Oczywiście potencjalne dodatki mogłyby pozwolić jej rozwinąć skrzydła. Zdecydowanie tak. Cały kłopot jaki z nią mam to fakt, że jest to ewidentnie dzieło niedokończone. Z lukami. Otwartością na nowe sposoby prowadzenia rozgrywki. Może coś ciekawego doda wychodzący w tym roku dodatek? Nadal nie zmieni to fakt, że dostajemy grę na raty.

Prawdę mówiąc musicie sami ocenić czy warto. Ja jestem daleki od radości w związku z wydaniem na tamten czas stówki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *