Kto tu jest postacią?

Gry paragrafowe trafiły pod strzechy jakiś czas temu. Kilkadziesiąt lat temu były ciekawszą z form rozrywki. Pozwalały zagłębić się w fantastyczne światy, rozwijać historię wedle własnego uznania. Taka miła odmiana od statycznej literatury. Rzecz jasna, jak większość tego typu tworów, gry paragrafowe mają swoją genezę w grach fabularnych. W tym momencie warto zatrzymać się na chwilę. Niewyobrażalnie wiele oczywistych w aktualnych czasach rozrywek wzięło się z grania w piwnicy, w wyobraźni i rzucaniu kostek. Dzisiejsze gry planszowe czy bitewne są przecież tylko skróconą wersją jednej z wielu sesji RGP. Modele progresu w każdej niemal grze, opierają się na mechanizmach rozwoju postaci. Nawet Escape Roomy są w jakiś sposób potomkami przygód w jaskiniach wyobraźni.

Swoją drogą jest to całkiem ciekawe, że tego typu rozrywka wraca. Zapewne jest to związane z nostalgią. Tak jak w modzie, tej ubraniowej. Nagle okazuje się, że dwie, trzy dekady temu ludzie ubierali się inaczej i to było fajne. Muzyka też zatacza koło. W kinie czekam na powrót na szczyt list przebojów takiego gatunku jak western. Dawno nie widziałem dobrego. No, dobrze. Tarrantino nakręcił ostatnio i był dobry. W sumie to dwa.

Dość rozwodzenia się nad tym co było, a nie jest.

Netflix się rozwija. Eksperymentuje. Ma budżet więc może.

Zaczęło się od własnych marek. Cześć jest bardzo ciekawa jak chociażby Narcos, Travelers, Dobre Miejsce, Lepiej zadzwoń do Saula, Star Trek: Discovery. Można by wymieniać do rana. Zasuwają jak mrówki i w zasadzie co miesiąc jest coś nowego. Tworzą oryginalne historie, reaktywują znane marki. Można śmiało powiedzieć, że jest to telewizja na miarę potrzeb człowieka aktualnych czasów. Posiada większość potrzebnych elementów. Mobilność, dostępność, wybór, dostosowanie oferty na gustów, ograniczenia dla dzieci.

Oczywiście nie wszystko się udało. Osobiście nie jestem fanem nowego Star Treka, zarówno kinowego jak i serialu ze stajni N. Kilka rzeczy mi nie gra. Chociażby umiejscowienie w czasie i zaprezentowana technologia kontra wydarzenia przyszłe, które znamy. Napęd grzybowy? Proszę was. Gdyby to faktycznie działało, to 7 sezonów serii Voyager nie miało by sensu. Klingonii jako bezmyślne plemiona koczownicze? No niezbyt. Przedstawiony okres to w zasadzie szczyt chwały Imperium. Walczyli między sobą o władzę, ale to był okres kiedy Federacja miała z nimi problem. No nie gra mi. Za to jest ładnie, kolorowo. Można sobie pooglądać efekty specjalne i się ucieszyć, że jest ślicznie.

Odejdę jednak od osobistych uczuć wobec niektórych pozycji tego wydawnictwa/studia/platformy.

Ostatnie zdanie na temat rozwoju. Potem krótka przerwa mówiąca, że to nie jest niesamowite, a potem do meritum.

Część osób mogła tego nie zauważyć, ale Netflix zaczął kilka tygodni temu romans z interaktywnymi produkcjami. Przeportowali na swoją platformę grę Minecraft Story mode. Większość osób zapewne słyszała o cieszącą się nadal sporą popularnością grze. Zasady rozgrywki są proste. Dostajemy piaskownicę i mamy sobie radzić. Teoretycznie jest to piaskownica w dosłownym tego słowa znaczeniu. Możemy niszczyć i tworzyć. Jedynym ograniczeniem (w trybie kreatywnym) jest fantazja. Oczywiście jest mały kawałek fabuły, a w zasadzie jakiś tam cel dla gry nienastawionej na budowanie. Tylko bądźmy realistami. Nie po to bawi się Minecraftem, żeby ubijać Kresosmoka. W to się gra po to, żeby budować zamki, lochy, pułapki, mechanizmy, domki i ogródki. Ale. Ktoś uznał, że można to obudować fabułą. Tak też powstał tryb fabularny, który w gruncie rzeczy jest czymś na kształt przygodówki point and click. Jest jakaś tam historia, w zasadzie są to przesuwające się po ekranie plansze czy inne animacje. Jest trochę decyzji. W sumie fajne. Tylko, że do niedawna trzeba było do tego komputer lub konsolę. Teraz jest Neflix. Możemy uruchomić tą przyjemną grę na dowolnym urządzeniu mobilnym z jabłkiem na tyle obudowy lub na mądrych telewizorach.

Czy jest to rewolucja? Raczej nie. Streaming jest jednym z mokrych snów korporacji. O ile łatwiej jest postawić framework i utrzymywać serwery niż produkować miliony pudełek i o nie dbać. Serwery i system i tak muszą być. Przy aktualnych przepustowościach można już powoli puszczać obraz w HD w czasie rzeczywistym, bez szczególnych opóźnień. Przy 5G w połączeniu ze światłowodami będzie można pokusić się o 4K. Tak też Minecraft na Neflixie to powolny krok do przodu, próba złapania kawałka tortu. Jeśli uda im się z prostymi (bo nie wymagającymi szybkiej reakcji) przygodówkami, to kolejnym krokiem mogą być ambitniejsze produkcje. Wiele wskazuje na to, że za chwilę w sferze gamingowej, może to być kolejny chętny na ten rosnący rynek. Konsument powinien się cieszyć. Im więcej chętnych tym lepsze i/lub tańsze muszą być usługi, ostatecznie o klienta trzeba walczyć w jakiś sposób 😉

Tyle jeśli chodzi o rys i przewidywania.

Nim powiem o tym co myślę o nowym Black Mirror, to najpierw wskoczmy na chwilę w świat cyfrowej rozrywki. Jeszcze na momencik.

Sam pomysł nieliniowych gier przygodowych jest nie nowy. Do tej pory tego typu produkcji wyszły dziesiątki jak nie setki. Część miała kilka zakończeń. Były też takie, które miały ich kilkadziesiąt, szczególnie japońskie produkcje.

Nie będę się rozwodził nad typowo RPGowo-fantastycznymi produkcjami.

Wolę spojrzeć na Heavy Rain, Until Dawn, Detroit.

Cechą wspólną tych produkcji jest oprócz oczywiście nieliniowości, również fakt konsekwencji. Decyzje nie są podejmowane bez znaczenia. Część z nich wychodzi na jaw od razu, część po kilku godzinach.

Świetnie pokazuje to Until Dawn. Bardzo bezpośrednio wskazuje co było przyczyną aktualnego zajścia. Potrafi też ostrzec, że za chwilę zrobisz coś co wpłynie na przyszłość. Takie podejście ma rzecz jasna kilka wad. Najistotniejszą jest to, że gra mówi wprost. Zastrzeliłeś ptaszka, rzuciłeś kamieniem w jelonka, to teraz patrz na zemstę łosi. W wielkim uproszczeniu.

Niemniej, mamy zabawę na kilka sesji. Możemy wybierać inaczej i liczyć na to, że historia potoczy się w sposób inny. Faktycznie tak jest. Raz mamy happy end i zachodzące słońce, innym razem rzeź i wszyscy bohaterowie giną w sposób gwałtowny.

Ciekawe jest prowadzenie narracji. Pomimo tego, że bohaterowie potrafią nie doczekać zakończenia, to nadal rozgrywka się toczy. Nikt nie jest tym jednym, jedynym, który przeżyć musi. To dopiero wolność.

Kolejny świetny przykład. Ukryty plan. Gra, w której sterujemy losami postaci i podejmujemy demokratycznie decyzje za pomocą naszych telefonów. Udany romans Sony z rozszerzeniem możliwości swojej konsoli i zarazem bardzo dobra gra.

Tak też trochę napisałem o grach. Takich paragrafowych. Jeśli ktoś chce bliżej przyjrzeć się tym tytułom to szczerze zachęcam. Szczególnie do Ukrytego Planu. Kosztuje niewiele, a można pobawić się na imprezie ze znajomymi.

Wróćmy do Netflixa i tego co wypuścili na światło dzienne.

Black Mirror: Bandersnatch. Tak się to nazywa.

Dla nieznających serii Black Mirror, w dwóch słowach.

Poszczególne odcinki opisują niepowiązane ze sobą historie. Można spokojnie dopaść dowolny odcinek i nie martwić się tym, że coś tam umknie.

Każda z historii opisuje wizję świata, najczęściej będącego kalką naszej rzeczywistości, ale rozszerzoną o jeden istotny element, który zupełnie zmienia sposób funkcjonowania ludzi. Raz jest to wirtualna rzeczywistość, innym razem zbytnie zaufanie do statystyk pochodzących z mediów społecznościowych. Każda z tych wizji oprócz tego, że jest na swój sposób inspirująca i realna, to równocześnie bardzo niebezpieczna. Wyobraźmy sobie rzeczywistości, w której owady zostały zastąpione mechanicznymi odpowiednikami, a te z kolei mogą posłużyć do zabijania konkretnych osób. Brzmi niesamowicie. Jasne, że tak. Realnie? Za kilka lat jak najbardziej.

Tylko, że to co odstawili twórcy Black Mirror tym razem wyznaczy nową jakość na najbliższe lata. To taki Wiedźmin 3 dla gamingu lub Stairway to heaven dla muzyki rockowej. Seriale po tym co dzisiaj zobaczyłem, nagle stały się płytkie i nudne.

Nie chcę robić spojlerów. Dla takich ludzi jest osobne miejsce w piekle.

Zacznę od tego, że sterujemy postacią. Podejmujemy za nią decyzje. Brzmi to trywialnie. Jasne. Trzeba to poczuć. Każda decyzja ma swoje konsekwencje, które nie są oczywiste od razu. Nawet trywialna decyzja z początku seansu, taka co do której nikt by nie twierdził, że ma jakiekolwiek znaczenie. Ma. W pewnym wariancie, przy podjęciu pewnych decyzji na dalszym etapie jest to bardzo ważne. Tak, tak. Nie ma spojlerów. Wszystko jest ważne i waga wyborów nie jest zawsze przewidywalna.

Kolejna rzecz, którą szybko zauważysz drogi czytelniku to możliwość zmiany ścieżki, którą obraliśmy. Mniej więcej w pierwszych kilkunastu minutach może się okazać, że otrzymasz taką opcję. W tym ukryty jest kolejny smaczek. Dla wprawnego oka do wyłapania. Jest to kolejny powód, żeby podjąć się sprawdzenia innych wariantów.

Najważniejsza jest jednak kontrola. Teoretycznie to my ją sprawujemy. Praktycznie. Cóż. Kilka rozwidleń fabularnych nie wskazuje na to jednoznacznie. Film potrafi być miejscami autonomiczny. Pamiętać nasze wybory i decydować za nas. Często będziemy otrzymywać możliwość rozwiązania historii inaczej. Czy bohater będzie zawsze marionetką? Tak i nie.

Koncepcja wokół, której budowana jest opowieść gra na naszych uczuciach. Pozwala nam wcielić się dosłownie w rolę władcy marionetek. Jednocześnie jest to iluzja. Szczególnie w konkretnych momentach. Te fragmenty opowieści być może nie zostaną przez Ciebie nigdy zobaczone. Okazuje się bowiem, że drobne smaczki są rozrzucone po całej opowieści. Nie zostaną one podane na tacy. Będzie to obraz, imię, dźwięk. Coś co już było i pojawia się ponownie. Utwierdza podświadomie w przekonaniu, że wykreowany świat jest rzeczywistym i jednocześnie sztucznym. Kilka scen obejrzymy wielokrotnie. Czy są takie same? Jeśli będziemy szukać lepszych rozwiązań to wielokrotnie zobaczymy skróty. Informacje podane w nich są wybrane tak, żeby pokierować opowieść na konkretne tory, przypomnieć informacje istotne, sugerujące daną decyzję.

Czy jest to zatem pozycja obowiązkowa i dla wszystkich? Zdecydowanie nie. Jest to trudny kawałek sztuki. Miesza w głowie. Wieź zbudowana z pierwszoplanową postacią, pomimo tego, że seans trwa stosunkowo krótko, jest na tyle mocna, że w pewnym momencie zaczynami odczuwać jego emocje. Trzeba mieć trochę dystansu.

Co równie ważne, przewijanie opowieści nie jest tylko czynnością manualną. Ma głębszy sens. To, że my jako widzowie coś wiemy, ma wpływ na historię. Szybko to zobaczycie.

Technicznie rzecz biorąc, jest to bardzo dobry kawałek kodu ze świetnie przygotowanym algorytmem. Od strony fabularnej dostajemy ciekawą historię z wieloma możliwościami. Efekt końcowy jest różny. Nie zawsze cel, który sobie stawiamy jest osiągalny, często jego koszt może być dla nas zbyt duży.

Czy mogę coś dodać na koniec? Black Mirror przełamało dawno temu konwencję. Pokazało światy alternatywne, które są bliskie naszemu poziomowi technicznemu i to co możemy osiągnąć nas przeraża. Teraz twórcy tej serii dali nam coś podobnego. Pozwolili widzowi zanurzyć się w swoją produkcję i dali pełną iluzję kontroli. Zabawili się z czwartą ścianą i naszymi emocjami. Ostatecznie pod strzechy wylądowała kolejna gra paragrafowa, w której rola gracza i postaci nie jest do końca określona.

Z drugiej strony, to co dla kina czy też telewizji jest czymś nowym lub dopiero raczkującym, w innych dziedzinach rozrywki istnieje już od dawna. Wspomniane w pierwszych akapitach gry paragrafowe lub wirtualne opowieści pokroju już nie młodego Heavy Rain są obecne od wielu lat. Pozwalają one na dłuższą zabawę, możliwość podchodzenia do rozgrywki wielokrotnie, gdzie cała historia może być inna na przestrzeni kilku sesji. Jest to niebagatelna przewaga nad serialem. Odcinek, który obejrzałem, był produkowany około dwa lata. Podobny czas do produkcji nieliniowej przygodówki, jednak styczność z produktem raczej na chwilę niż na kilka wieczorów.

Już kończąc. Od strony historii i zaangażowania odbiorcy należy się duża pochwała. Imersja na wysokim poziomie. Technicznie też trzeba powiedzieć wprost, że ktoś się mocno napracował nad tym algorytmem. Jest to dobry, pierwszy krok do przeniesienia tego typu opowieści z konsol lub książek do masowego odbiorcy. Możliwe, że czas utworu jest taki, a nie inny ze względu na chęć dotarcia do mas, akurat na jeden wolny wieczór, dla mnie lekka wada, ale większości pewnie pasuje. Żeby było jasne. Krótkie w porównaniu do gier na 10-15 godzin. Tutaj mamy conajmniej godzinę, a najpewniej dwie. Dosłownie wieczór.

W ostatnim zdaniu dodam, że czekam na statystyki tego jak Bandersnatch był „oglądany”. Dane mogą być bardzo interesujące.

Demokracja 2.0

Ostatnie wybory i to co o nich myślę, skłoniły mnie do filozoficznych przemyśleń odnośnie samej struktury demokracji w naszym kraju. Szczególnie jej cykliczności.

Jestem od wielu lat pracownikiem dużej korporacji. Fakt, faktem rynek zmienia się często. To samo można powiedzieć o społeczeństwie i relacjach w nim zachodzących.

Jedno jest natomiast niezmienne. Były, są i będą projekty trwające po kilka, kilkanaście lat. Jedną z gorszych rzeczy, które można zmienić, to w projekcie, który idzie zgodnie z założeniami (nawet się lekko opóźnia), to wymieniać ludzi. Na dowolnym poziomie. Im dalej w las tym próg wejścia jest trudniejszy do osiągnięcia dla nowych członków zespołu. Tym trudniej jest dojść do tego co zostało zrobione, co jest do zrobienia i dlaczego w ogóle jest jak jest i ma być tak jak ktoś tam mówi.

Oczywiście wpuszczanie nowej krwi, potrafi odświeżyć perspektywę i spojrzeć na temat inaczej. W jakiś sposób nieznany dotychczasowym zespołom projektowym. Dobrze. Tak jest. Nie będę się spierał. Sam szukam inspiracji. Zabieram kogoś na chwilę do salki, żeby rzucił mi zdanie, które otworzy mi głowę na inne zagadnienie. Nawet jeśli jest to kolega Łukasz, któremu rysuję mniej lub bardziej skomplikowany algorytm, tylko po to, żeby na niego spojrzał i zadał jakieś pytanie. Najlepiej jeśli w ogóle nie wie o czym mówię, dzięki temu zada na pierwszy rzut oka pytanie naiwne i jednocześnie zmieniające moją percepcję. Dzięki.

Wracając jednak do struktury demokracji. To co mnie boli to brak stałości w polityce i programach rządowych. Co zmiana na poszczególnych szczeblach władzy, to zmiana wszędzie. Teraz pozmieniały się samorządy. Kto naiwny niech pierwszy rzuci kamień. Co się będzie dziać, tam, gdzie władza się zmieniła? Zgadnijcie.

Przez jakieś pół roku niewiele będzie się działo w spółkach miejskich, bo trochę nie wiadomo co robić, żeby się nie narazić, a co robić, żeby było dobrze, więc tak to będzie, że nic się nie wydarzy ryzykownego. Potem pozmieniają się ludzie na odpowiednich stołkach. Co z tego wyniknie? Trzeba będzie się dotrzeć z nowym szefem, niejednokrotnie człowiekiem zupełnie nie znającym się na tej działce, trochę z ulicy. Już pominę fakt, że trzeba komuś zapłacić odprawy.

Powyższe dzieje się też na szczeblu krajowym, średnio co kilka lat. Nieistotne są odprawy, chociaż one odchudzają budżet, czyli nasze portfele. Ważniejsze jest to, że przez kilka miesięcy w roku takie kolosy jak ministerstwa, potencjalnie mogą nie działać, bo nie wiadomo w jakim kierunku biec, co jest do dokończenia, kto czym się zajmuje.

Każda duża organizacja uczy się zarządzania zmianą. Tym jak się zmieniać wewnętrznie i mieszać umiejętności i pomysły, a jednocześnie nie przepalić kilku miesięcy na gapienie się w sufit i zastanawianie, w którym kierunku ma to wszystko podążać, bo ludzie nie wiedzą. Korporacje się tego uczą i robią to coraz to lepiej. Z roku na rok, ze zmiany na zmianę. I muszę przyznać, że początkowo był to chaos. Teraz, jest nieco lepiej. Co ja gadam. Ostatnia zmiana, którą miałem okazję oglądać, była co najmniej nieźle wykonana. Przynajmniej z mojej perspektywy. Może to kwestia doświadczenia i relatywnie szybkiego dostosowania się do sytuacji, może po prostu było to zrobione dobrze.

Dość o korporacjach. Chociaż państwo to trochę taka korporacja, tylko, że może mieć gdzieś koszty. Inwestorzy nie będą płakać, że koszty wysokie. I właśnie o tym.

Zacznę o tego, że nie znam się na sądownictwie i nie wiem czy powinno się coś z tym robić czy też nie. Z tego co udaje mi się posłuchać od znajomych, to wypadało by coś z tym zrobić i jeśli wiele osób tak mówi, to może trzeba.

Opowiem trochę o moim pomyśle na parlament i samorządy. Może być lekko trudny do ugryzienia jeśli popatrzymy sobie na aktualną formę demokracji, ale spokojnie. Wydaje się, że ma to sens i to większy od tego co mamy teraz.

Podstawą jest posiadanie odpowiedniego systemu informatycznego. Nie ma znaczenia to jaki jest to system. Musi być wydajny, prosty do konfiguracji i musi istnieć możliwość częstego z niego korzystania, tak za na rok, może dwa razy w roku. Wydaje się to proste? Niby tak. Musi to być jednak system, żeby było tanio.

Jak w sposób okrojony wyglądały by wybory i w ogóle sejm? No to poniżej. A i ważna sprawa. Trzeba by zmienić konstytucję. Koniecznie.

 

  1. Do Sejmu wybieranych jest 10 przedstawicieli każdego województwa
  2. Do Senatu wybieranych jest 2 przedstawicieli każdego województwa
  3. Poseł i Senator wybierany jest na dożywotnią kadencję, która może zostać skrócona poprzez:
    1. Odwołanie posła lub senatora ze stanowiska z powodów dyscyplinarnych
    2. Przekroczenie granicy 65 lat
    3. Niezdolność do pełnienia funkcji publicznej, np. ze względu na stan zdrowia
    4. Odwołanie poprzez odbywające się co 4 lata wybory zatwierdzające
  4. Poseł i Senator odwołany ze stanowiska z przyczyn dyscyplinarnych, po odwołaniu nie może pełnić funkcji publicznej
  5. Poseł lub Senator otrzymuje po osiągnięciu wieku emerytalnego świadczenia zgodne z obowiązującym prawem
  6. Poseł i Senator otrzymują comiesięczną pensję, której kwota brutto jest równa 5 krotności mediany wynagrodzenia netto w gospodarce
  7. Od pensji odprowadzane są składki zgodne z określonymi w ustawie dla Umowy o pracę
  8. Posłom i Senatorom nie przysługują dodatki i zniżki wynikające z pełnionego urzędu
  9. Posłowie i Senatorowie nie posiadają immunitetu i w przypadku skazania w sprawie karnej, sąd może złożyć wniosek o dyscyplinarne zwolnienie z funkcji Posła lub Senatora
  10. Poseł lub Senator otrzymuje dodatki do pensji, za osiągnięcie długoterminowych celów poprzez pracę w zespołach projektowych. Każdorazowo cele oraz wartość dodatków jest akceptowana przez Sejm i Senat zwykłą wielkością głosów, przy obecności połowy uprawnionych do głosowania. Wyniki osiągnięte przez inicjatywę ocenia NIK.

 

No i  co?

Jakie jest ogólne założenie? Wybieramy o wiele mniej ludzi na urzędy i wybieramy ich dożywotnio. Jak to dożywotnio? Bo, dzięki temu mogą prowadzić projekty ciągnące się bardzo długo i je kończyć bez zmieniania zasad w trakcie. Takie same założenia tyczą się ministerstw. Dokładnie tak. Nie będzie rewolucji w oświacie co zmianę władzy. Będzie ewolucja.

Zatem co jeśli ktoś jest leniwy, kradnie lub po prostu się nie nadaje? Teraz nie ma opcji go wykopać ze stanowiska. Tutaj jednak istnieje z jednej strony sąd koleżeński, a z drugiej zwykły. Idziemy z posłem do sądu i przedstawiamy dowody, że się nie nadaje, cyk dostaje wyrok i kopa w tyłek.

Oczywiście, może być tak, że ktoś nie jest rażąco nie fajny, ale jakiś taki nijaki. Wtedy działamy jeszcze prościej. Co cztery lata dajemy mu możliwość kontunuowania pracy lub go wymieniamy. Nazwałem to roboczo Wybory Zatwierdzające. Jeśli ktoś uzyska poparcie w swoim regionie to może dalej piastować urząd. Jeśli nie to sorry. Wypad. Możesz kandydować na swoje własne stanowisko, ale teraz masz konkurentów. Trzeba się bić.

Co z kasą. Chciałbym, żeby nie była to zła forsa, bo mało pieniędzy na stołku korumpuje. Nie może być też za dużo bo to demoralizuje. Dlatego mediana wynagrodzenia. Jest to uczciwy wskaźnik. Dodatkowo jest ona pomniejszona dwukrotnie o obciążenie dla pracownika. Chodzi o to, żeby poseł też poczuł ile zdziera z człowieka pracy. Jak poczuje to zacznie się zastanawiać co z tym zrobić.

Tutaj też dochodzimy do znanego i lubianego pomysłu z korporacji. Posłowie zauważają, że podatki są za wysokie. Są wysokie bo mamy np. źle organizowany jakiś kawałek życia publicznego. Przetargi są słabo robione. Mamy zbyt wielu urzędników niskiego szczebla, których praca jest trochę zbędna. Tacy posłowie organizują się w grupę i wraz z ludźmi z ministerstwa jakiegoś tam uzgadniają, że zmniejszą obciążenie budżetu o 10 mln i będzie to cyklicznie wykonywane przez najbliższe 5 lat. Jeśli tak się stanie i NIK to potwierdzi to oni wypłacą sobie 1 mln z skarbu państwa na nagrody, które podzielą między sobą uczciwie, po równo, no chyba, że ktoś się będzie obijał to to zgłoszą i go wykluczą. Ma sens? Oczywiście, że tak. Jeśli komuś daje się forsę za myślenie i robienie, to będzie to robił i będzie w tym coraz to lepszy. Warunkiem jest tylko i wyłącznie to, żeby na projekt zgodził się sejmi i wyniki mierzył niezależny organ. Po za tym jest spoko.

Co jeszcze? Normalne emerytury z ZUS. Normalne świadczenia. Normalne prawa. Zero immunitetów i ulg podatkowych. Poseł ma chcieć pracować dla dobra kraju. Ma być dobrze wynagradzany jeśli jego działania poprawiają kondycję kraju. Bez dodatków. Oczywiście to jest też, niejako umowa o pracę. Dostaje normalnie nadgodziny, diety za delegacje, hotel jeśli potrzebuje. Niech ma to ręce i nogi.

Podobny układ zastosowałbym w samorządach, z tą różnicą, że tam liczba radnych musiała by być ograniczona liczbą głosujących. Jakiś promil tych osób. Nie więcej niż 10 osób. Co by nie było takiej patologii, że urząd miejski to setki urzędników, a miasto ma 200tys. mieszkańców. To nie ma prawa na dłuższą metę działać.

Co mnie w ogóle skłoniło do napisania tego tekstu? Liczba ~2 mln. Mniej więcej tylu urzędników żywię ja i moi koledzy z pracy. Do tego emeryci i renciści. Doszły nam jeszcze dzieci. Co do emerytów i rencistów nie mówię, że mam za złe, solidarność społeczna, chętnie się dokładam, babcia mnie karmiła i tyłek nosiła więc chyba mogę się tak odwdzięczyć? W kontekście dzieci, czyli niesławnego 500+ to mam wątpliwości, nie za bardzo mi się to podoba i szczerze mówiąc nie chcę poruszać za często tego tematu. Jednak. 2 mln. Ludzi na państwowym garnuszku to trochę zbyt wiele. Część z nich to policja, wojsko, lekarze i nauczyciele czy straż pożarna. Co do nich to złego słowa nie powiem, żałuję tylko, że tak niewiele zarabiają. To jednak jest mały kawałek całego systemu. Mamy setki tysięcy urzędników i należy się przyjrzeć czy w ogóle jest sens utrzymywać te urzędy. Poważnie, zrezygnujmy z części rzeczy.

Taka prośba na koniec. Jeśli ktoś dotarł do tego miejsca to może udostępnić ten tekst dalej. Jeżeli pojawiły się pytania lub komentarze, to chętnie podyskutuję. Tak czy inaczej. Mam taki pomysł, żeby wrzucić ten pomysł Robertowi Biedroniowi podczas burzy mózgów, może coś z tego wyniknie i jego zespół rozpracuje temat? Fajnie by było 😉

Państwo w państwie

Dzisiaj przy niedzieli będzie trochę filozoficznie. Kilka dni temu pisałem o ACTA2. Dzisiaj zacząłem się zastanawiać nad pojęciem Internetu jak takiego. Pamiętam taką sentencję z sprzed lat „Facebook jest w Internecie czy Internetem?”. Na moment pisania tego tekstu portal posiada przeszło 2 miliardy użytkowników, żeby złapać szerszy obraz, warto spojrzeć chociażby do Wikipedii. Całe Chiny i Indie to ponad 2,6 miliarda ludzi. Czyli Facebook to dwa największe kraje świata z wyłączeniem dzieci. Mało? Populacja Unii Europejskiej to 0,5 miliarda. Tak, największy portal społecznościowy to ponad cztery UE. Cóż, tak wielka grupa osób wymaga pewnego sterowania? Czytaj dalej Państwo w państwie

Uwaga, uwaga

Od dobrych kilku lat nie oglądam telewizji. To chyba znak czasów, że nie korzysta się z tego medium tak często jak kiedyś. Jest YouTube i jak chcę sobie posłuchać o historii to odpalę sobie Drewniaka. Trochę nauki? Jest SciFun. Gdyby się tak zdarzyło, że akurat mam wszystko w dupie, no to zostaje stary Dem3000. No i się kręci. Może sam kiedyś coś nagram. Chociaż nie mam na to pomysłu, a Gonciarzem nie jestem, żeby robić livestreem z jedzenia kolacji więc może jednak nie. Czytaj dalej Uwaga, uwaga

Nekrolog ’90

Jeśli czytasz ten post to są dwie możliwości. Czytasz mojego bloga lub dostałeś ode mnie link. Każda z tych opcji jest oczywiście dla mnie fantastyczna. Oczywiście wolałbym, gdybyś był/była jedną z osób, które zaprosiłem do przeczytania tej notki. Tak wysłałem ją bardzo szeroko. Liczę skromnie na to, że coś się zmieni. Właściwie musi ale o tym w międzyczasie. Czytaj dalej Nekrolog ’90