Duma

Muszę przyznać, że będąc przed trzydziestką i popijając bananowego Nesquik`a można dojść do ciekawych wniosków. Prawdą jest, że ostatnie tygodnie są niesamowicie intensywne i trudne psychicznie. Całe dnie na pełnych obrotach, praktycznie zero chęci do jakiegokolwiek relaksu. W zasadzie jest to typowy objaw do bycia PO projektu, który się kończy. Kurczy się czas, terminy gonią, królewski skarbiec świeci pustkami. Każdy kto robił projekty IT wie z czym to się je.

Prawdą jest, że nigdy wcześniej nie robiłem tak dużej zmiany będąc na tak odpowiedzialnej pozycji. Szczerze mówiąc do czwartku zastanawiałem się czy nie jest złym człowiekiem na to miejsce. Kwestia nadmiaru stresu, powoduje to zwątpienie w siebie. Szczególnie jak się coś wywraca do góry nogami, a działało. Szczególnie, że musisz to wyjaśnić potem części stricte biznesowej, co to się stało, dlaczego tak jest. Tak, jest trudno to ogarnąć. Na szczęście nie jestem w tym sam, tyle dobrze. Dzięki.

Najpierw o metodologii.

Agile jest w zasadzie czymś nowym dla nas, korposzczurów. Mamy od teraz współodpowiedzialność za części biznesowej i IT. Do tego musimy ze sobą rozmawiać. Co z tego, że sam programuję. Nigdy na taką skalę. Szczerze podziwiam. Na całe szczęście też potrafimy ze sobą rozmawiań, nie musimy sobie tłumaczyć wielu zagadnień. Trochę nam łatwiej. Mam nadzieję. Największa różnica między zwinną metodą, a tą wodospadową to właśnie fakt, że ze sobą rozmawiamy. Waterfall to rozwiązanie, gdzie ja coś bym powiedział, a potem bym coś dostał. W zasadzie bez wpływu na to co się dzieje w międzyczasie. Zmiana jest ogromna.

Dobra, co się w takim razie stało w czwartek?

Miałem duże spotkanie, komunikowałem całej organizacji co będę zmieniał, jak to będzie wyglądać, co mam w planach przy okazji jeszcze ugrać na tej zmienia. Wtedy uzmysłowiłem sobie jaka to wielka zmiana. Zobaczyłem jak wielu ludzi przyszło posłuchać. Nie widziałem tego z perspektywy projektowej. Z tego niskiego poziomu widziałem problemy. Braki w budżecie. Wymagania, z których musiałem zrezygnować, kosztem tego, żeby w ogóle dostać cokolwiek na koniec dnia. Nadal mam w pamięci popołudnia spędzone z scrum masterem i architektem, kiedy kombinowaliśmy jak obejść ograniczenia organizacyjne. Tak, żeby być z jednej strony zabezpieczony biznesowe, z drugiej nie wydać za dużo, a jeszcze na koniec dostarczyć to na czas.

Przez ten cały czas, kiedy biegałem od architekta do dewelopera i przez kolegów z części biznesowej nie widziałem całego obrazka. Niby znałem cel i to do czego chcę dobiec ale nie zwracałem uwagi na szeroki obrazek, bo to nie on mnie interesował. Najważniejsze były detale, dopieszczenie tego co jest dla nas najważniejsze. W sumie spoko. Cała energia poszła na małe przyjemności.

Mogłem wcześniej się zorientować, że chyba jest spoko. W zasadzie tak powinno być. Cóż stres i chęć dopieszczania tak jak się tylko da.

Co to się okazało?

W zasadzie za chwilę będę miał okazję trzymać ster w transformacji jednego z większych wolumenowo procesów dla mojego chlebodawcy. Głównym celem była unifikacja, doprowadzenie do tego, żeby niezależnie od sytuacji był to proces taki sam, w każdym miejscu, z każdego punktu, niezależnie od wszystkiego.  Wszystko upchać w back-end, nałożyć na to grubą warstwę lukru i dać człowiekowi.

Chyba się udało. Dowiedziałem się, że w zasadzie niepotrzebne są instrukcje. To przecież jest takie logiczne i naturalne. Jak za rączkę. Sporo zyskamy. Uwag brak. Działajmy, rozszerzajmy się.

Cholera.

To był moment, kiedy byłem prawdziwie zadowolony. Przestałem być zawiedzony tym, że zrezygnowałem z wielu fajerwerków. Przez godzinę nie myślałem o najbliższych dniach, pełnych dokrętek, szukania rozwiązań alternatywnych, produkowaniu zmian formalnych w całej organizacji. Jak przez ten czas było to zbędne.

Byłem po prostu dumny.

Tylko, że nie z siebie. Ja to tylko zaprojektowałem. Wybiegałem trochę rzeczy. Starałem się być elastyczny tak jak tylko mogłem.

Byłem dumny z koleżanek i kolegów, którzy przyjmowali na klatę moje wymagania i dzielnie walczyli z kodem, niestabilnymi środowiskami, brakami zasobowymi i awariami kanalizacyjnymi 😉 Kawał dobrej roboty. Jeszcze kilka dni i będzie koniec.

Dobra robota, dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *