Nekrolog ’90 głębsza analiza

Popełniłem ostatnio ważny dla mnie wpis. Okazuje się, że są ciekawsze rzeczy do robienia niż czytanie mało rozpoznawalnego blogera. Cóż, nie dziwię się.

Gwoli statystyk.

400 e-maili.

130 wejść.

1 odzew.

Nie jest źle, większość akcji marketingowych ma o wiele mniej odsłon i zdecydowanie większy odzew. Dobrze, że to nie jest akcja marketingowa. Wolę jakość, a nie ilość.

Postanowiłem zrobić głębszą analitykę problemu i pokazać, że jest do dupy, nie jest lepiej i nie będzie jak się ktoś za robotę nie zabierze. Liczę trochę na tą jedną osobę, bo jeśli nie to cóż. Będę rozmawiał z bliskimi, taki prosty mechanizm. Nie wystarczy ale co tam.

Zacznijmy od profilaktyki.

Rzecznik Praw Obywatelskich popełnił strzał prosto w twarz ukierunkowany na wszystkich tych co to zamiatają problem pod dywan. Nie działa, nie ma, zmieńmy się do cholery. Mniej więcej tyle można wywnioskować z tego dokumentu. Jak w praktyce działa opieka zdrowia psychicznego w naszym kraju?

Mamy przeszło tysiąc poradni zdrowia psychicznego w naszym nieszczęśliwym kraju. W dużych miastach na wizytę czekamy kilka tygodni, nie będę demonizował w takiej Warszawie to będą 3-4 tygodnie. A jakieś mniejsze mieściny? Pół roku! Czujesz? Pół roku w kolejce na pierwszą wizytę z psychologiem lub psychiatrą. Oczywiście jeśli robisz to za pomocą NFZtu, bo prywatnie to niemalże od ręki.

Co potem? To już z autopsji. 2-3 miesiące do zakwalifikowania do grupy terapeutycznej, kilka wizyt w międzyczasie i sporo szczęścia, żeby w ogóle się dostać.

Dlaczego tak jest?

Udało mi się dokopać do statystyk odnośnie liczby lekarzy psychiatrów w naszym kraju, którzy pracują dla NFZtu. Poniżej powalający na kolana wykres. Dane udostępnia GUS tutaj: http://swaid.stat.gov.pl/

Tak to jest. Mniej więcej 2500 lekarzy na 38 milionów Polaków. Oczywiście należy do tego dodać informacje, których nie znalazłem czyli rozkład geograficzny, struktura wieku, która w zagadnieniach związanych ze służbą zdrowia jest szalenie istotna. Podejrzewam, że przyszłość nie maluje się kolorowo.

Jak ma się to do zapotrzebowania? Otóż tak GUS pokazuje kreskę idącą nieubłaganie w górę. Dla porównania skali problemu dodałem porady specjalistyczne z innych dziedzin, które zdroworozsądkowo uznałem za takie, które są „popularne”. Kardiologia dużo waży, choroby wewnętrzne to problem o połowę mniej poważny niż zdrowie psychiczne.

Teraz mniej miłe dane, bo na NFZ można marudzić do woli. Tylko co z tego jeśli tam potrzeba kasy i zmian systemowych, jeśli to się nie stanie to będzie jak będzie.

Teraz czas na statystyki Policji. Co mnie zdziwiło są bardzo dokładne i będę im ufał. Dla zainteresowanych, dane znajdują się tutaj: http://statystyka.policja.pl/st/wybrane-statystyki/zamachy-samobojcze

Najpierw skuteczne samobójstwa 2017 i jak szukano pomocy. Zgodnie z opisem Policja szukała czy ofiara kontaktowała się z kimkolwiek, kto mógłby pomóc. Zakładam, że te wszystkie mity o tym ja policja po łebkach traktuje śledztwa to mity i zrobili to porządnie. Naprawdę ufam policji. Szkoda tylko, że w 85% nie byli w stanie ustalić czy ofiara z kimkolwiek się kontaktowała, można założyć, że dawała sygnały bliskim, może próbowała w sektorze prywatnym. Smutne, bo 10% nie skorzystało ze wsparcia służby zdrowia. 3% co ciekawe kontaktowało się z policją. Ta statystyka też powinna dać do myślenia, po mimo mojego szacunku do tej instytucji, to była by ostatnią, gdzie chciałbym szukać pomocy.

Kolejna statystyka to stan w jakim znajdowała się osoba, która skutecznie targnęła się na swoje życie. W większości przypadków zakładam, że niczego nie znaleziono ani leków ani alkoholu czy narkotyków. Nie była więc to decyzja spowodowana tym, że coś głupiego po pilaku przyszło do głowy. Smutne jest jednak to, że 11% zdarzeń miało miejsce pod wpływem alkoholu.

Czy w takim razie patrząc z perspektywy tego co podaje policja coś się poprawia? Pogarsza? Zwiększa się liczba prób i to bardzo mocno ale jednocześnie skuteczność Policji w odratowywaniu. Tak, to trzeba powiedzieć wprost, liczba zgonów maleje przy jednoczesnym wzroście zgłaszanych policji prób samobójczych. Z jednej strony cieszy mnie to, z drugiej, liczba prób rośnie. Pomagają zapewne social media, które przyspieszają przekazywanie informacji między nami, może to one ratują ludzi?

Jeszcze trochę statystyki, tak, żeby zobaczyć, gdzie leży problem.

Polski samobójca to głownie mężczyzna. W średnim wieku. Można grzebać głębiej. Na tą chwilę nie ma chyba sensu. Jestem analitykiem, a nie psychologiem. Mogę tylko strzelać, ze presja społeczna wykończa, po prostu.

Jaki obrazek się kreuje po tym wszystkim? Nie fajny na pewno. Przyszłość wygląda szaro. Społeczeństwo nadal siedzi cicho i raz na jakiś czas się zastanowi, co to odbiło temu bogatemu artyście, który przecież miał pięć domów.

Pocieszające w tym wszystkim jest to, że choroby psychiczne nie wybierają rasy czy też zasobności konta. Raczej nie. Stąd też każdy powinien pracować dla dobra wszystkich. Chyba, że dalej mamy się w dupie? Możemy.

3 myśli do „Nekrolog ’90 głębsza analiza”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *