Nekrolog ’90

Jeśli czytasz ten post to są dwie możliwości. Czytasz mojego bloga lub dostałeś ode mnie link. Każda z tych opcji jest oczywiście dla mnie fantastyczna. Oczywiście wolałbym, gdybyś był/była jedną z osób, które zaprosiłem do przeczytania tej notki. Tak wysłałem ją bardzo szeroko. Liczę skromnie na to, że coś się zmieni. Właściwie musi ale o tym w międzyczasie.

Dlaczego to wszystko robię? Dzisiaj zobaczyłem nekrolog. Część ostatecznej rezygnacji człowieka z własnego człowieczeństwa. Osoba, którą znałem z poprzedniej pracy, właśnie tak oznajmiła wszystkim, że idzie skoczyć z mostu. Po prostu. Tym razem był happy end. Ktoś pobiegł i go z tego mostu ściągnął. Tylko, że w moim życiu było zbyt wiele osób, do których nikt nie dobiegł. Mówiły, wręcz krzyczały. Co? Różnie. Niekiedy, że im smutno, innym razem, że potrzebują pogadać, może się przytulić albo mieć jakiekolwiek inne wsparcie. Życie jest różne i nie ma znaczenia czy masz kupę kasy, codziennie chodzisz uśmiechnięty, a profil na Instagramie to obiekt westchnień nastolatek.

Obok nas, codziennie chodzą dziesiątki takich osób. Z resztą. Ja też przechodzę obok Was. Jeszcze całkiem niedawno zastanawiałem się czy terminalne rozwiązanie nie jest czymś, oczywistym… Dla osób, które nigdy nie miały problemów z własną psychiką wydaje się to nierealne, że człowiek może się uśmiechać i jednocześnie myśleć o tym jak ze sobą skończyć. Cóż, mało w takim razie rozumiecie.

Trochę rysu z cyferkami w tle.

Służba zdrowia w naszym kraju jest jaka jest. Możemy sobie porozmawiać o systemie. Tylko, że to do niczego nie będzie zmierzać. To nie o to chodzi. Mogę przytoczyć wykres na podstawie danych WHO dostępnych tutaj: http://apps.who.int/gho/data/node.main.MHHR?lang=en W nagłówku wkleiłem też mapę pokazującą skalę zjawiska. Nie rozbijałem tego na mniejsze kawałki. Nie interesowałem się płciami, wiekiem. Mogę. Jeśli ktoś poprosi to zagłębię się w te dane i wyprodukuję coś więcej, bardziej szczegółowego.

Dlaczego o tym piszę, że system nie działa? Było mnie stać na terapeutę, psychiatrów, leki, mogłem iść na L4 i podczas tego okresu zbierać myśli, stabilizować leki i chodzić do terapeuty, który znalazł dla mnie czas od ręki. Nie musiałem się martwić o to, że leki źle wejdą podczas dnia pracy i zasnę na biurku lub będę skakać po ścianach. Prawda, większość czytających mogła nigdy nie przechodzić przez terapię chociażby antydepresantami. Różnie bywa, oj różnie.
Powie ktoś, że są szpitale? Oczywiście, że tak. Tylko, że te miejsca posiadają dwie cechy. Są miejscami, do których większość osób nie chce trafić, bo pozostawiają łatkę na całe życie, z drugiej powinny jednak leczyć ciężkie zaburzenia.
Gdzie w takim razie szukać pomocy? Można wśród bliskich ale to wstyd. Tak. Dokładnie. Wiecie jak trudno powiedzieć komuś, że nie potrafisz tego wszystkiego zrozumieć? Z kim w takim razie można porozmawiać? Jeśli dożyjesz oczekiwanie w kolejce to psychologowi lub terapeucie z NFZtu. Najłatwiej jednak anonimowo w sieci. Tylko, że to jest namiastka tego czego człowiekowi potrzeba. Pomimo wszystko. Pomijając rozwój technologii, to nie jest to.
Teraz rozumiesz drogi czytelniku czy to jeszcze nie ten moment? To może dosadniej.
Mamy jeden z największych w Europie odsetków samobójstw, służba zdrowia nie ma kim próbować pomagać chociaż bardzo by chciała. Nie ma też w społeczeństwie jakiegokolwiek wsparcia, nie rozumiemy tego jako naród. Dla nas osoba chora to wariat, którego trzeba wsadzić do pokoju bez klamek. To nie jest prawda. Dodatkowo pokolenie urodzone w latach 90’ i później to osoby, z którymi mam najbliższy kontakt, wielu z nas walczy z depresją. To my powinniśmy budować ten kraj i jego przyszłość. Niestety potrzebujemy pomocy. Wielu, naprawdę wielu moich przyjaciół szuka tej pomocy bezskutecznie, boi się, nie czuje się pewnie. Taki zgotowaliśmy sobie los.
Co zatem można zrobić?
Kilka rzeczy.
Oczywiście długotrwałą i trudną zmianę systemową. Bardzo trudną, kosztowną i co najważniejsze ewolucyjną, a nie rewolucyjną. Zdrowie psychiczne to nie jest aspekt życia, który lubi szybkie zmiany. Nie można ustawą zlikwidować ubóstwa. Trzeba pracować powoli acz zdecydowanie i słuchać ekspertów. Nawet jeśli początkowo niewiele się zmieni, to trzeba działać.
Uczmy społeczeństwo, że trzeba o tym mówić. Niech przyczynkiem do takich rozmów nie będzie samobójstwo kolejnej gwiazdy. Nie bójmy się. Tylko tego trzeba uczyć. Powoli, metodycznie. Nie jedną kampanią reklamową, nie dwoma minutami o dopalaczach. Trzeba powtarzać jak mantrę, że musimy rozmawiać również o tym co nas boli psychicznie. Dożyliśmy takich czasów, że teoretycznie anonimowi internauci uratowali więcej ludzkich istnień niż ich rodziny. Sam kiedyś miałem w podobnej czynności udział. Cieszę się, że strażacy zdążyli na czas.
Co możemy zrobić szybko? Tak, żeby nie czekać na trwające latami projekty zmian systemowych i edukowanie społeczeństwa? Rozmawiajmy ze sobą. Stwórzmy bezpieczne miejsca dla osób z problemami. Nie szpitale czy miejsca, gdzie odbywają się terapie. Może świetlice wieczorowe? Miejsca, gdzie wolontariusze będą po prostu rozmawiać. Może pojawi się jakiś psycholog z wykładem? Może po prostu pogramy w karty? Nawet jeśli przyjdzie kilka osób z podobnym problemem to my sobie nawzajem pomożemy. Będziemy się wspierać i ze sobą rozmawiać. Potrzeba tylko przekazać dalej tą informację, zadziałać inaczej niż szablon, pójść na rękę.
Przemyślcie to proszę drodzy czytelnicy. Może jesteście w stanie to zrobić sami, może znacie osoby, które znają osoby. Tu potrzeba tylko dobrej woli. Mapa WHO już jest czerwona, nie bądźmy długo w tej strefie.

2 myśli do „Nekrolog ’90”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *