Państwo w państwie

Dzisiaj przy niedzieli będzie trochę filozoficznie. Kilka dni temu pisałem o ACTA2. Dzisiaj zacząłem się zastanawiać nad pojęciem Internetu jak takiego. Pamiętam taką sentencję z sprzed lat „Facebook jest w Internecie czy Internetem?”. Na moment pisania tego tekstu portal posiada przeszło 2 miliardy użytkowników, żeby złapać szerszy obraz, warto spojrzeć chociażby do Wikipedii. Całe Chiny i Indie to ponad 2,6 miliarda ludzi. Czyli Facebook to dwa największe kraje świata z wyłączeniem dzieci. Mało? Populacja Unii Europejskiej to 0,5 miliarda. Tak, największy portal społecznościowy to ponad cztery UE. Cóż, tak wielka grupa osób wymaga pewnego sterowania?

Jeszcze jedna uwaga. Bardzo ważna. Chiny i Rosja to kraje, które nie korzystają z Facebooka. Mają własne media społecznościowe i średnio ich interesują te globalne. Teraz wyobraźcie sobie zasięg jeśli mówimy o kilku społecznościach. Ameryka północna, Europa, Australia, Indie. 30% populacji? Mniej więcej.

Utarło się, że przestrzeń publiczna jest czymś co powinno być stosunkowo czyste, wolne od przemocy, negatywnych wypowiedzi, nawoływania do nienawiści. W jakiś sposób powinna to być też przestrzeń family friendly. Teoretycznie tak powinno to być budowane i niczym u Orwella właśnie tak się dzieje.

Dokładnie. Orwell pokazał idealnie jak może wyglądać taka rzeczywistość. Oczywiście Wielki Brat był trochę bardziej namacalny. Miał postać prezentera, urzędnika, znikających lub zmienianych informacji. Najważniejszą rzeczą, którą Wielki Brat kontrolował rękami swoich urzędników były informacje. Zmieniający się porządek na świecie był korygowany wstecznie. Skoro zatem było to możliwe dzięki rękom urzędników pieczołowicie przeglądających każdą notatkę, książkę, film i artykuł prasowy, to AI pozwala robić to o wiele sprawniej niż kilka pięter ludzi.

Co zatem powinien robić Facebook? Nie dam złotej recepty bo nie chcę też tego robić. Przytoczę kilka scenariuszy, są one mniej lub bardziej prawdopodobne i naprawdę ciężko uznać co tak naprawdę się stanie za rok czy dwa, bo właśnie najbliższe lata powinny być tymi decydującymi. Platforma stała się już potężniejsza od tradycyjnych mediów, od dawna jest opiniotwórcza i tak, może wygrywać wybory.

Scenariusz 1. Przestrzeń rodzinna

Ta wersja zakłada, że Facebook stanie się platformą tylko i wyłącznie z pozytywnymi treściami. To jest kierunek, w którym idzie chociażby YouTube. Coraz to trudniej zarobić na treściach będących  czymś innym niż ładne filmy, neutralne wywiady i koty oglądające telewizję. Bo właśnie zarobek determinuje to czy komukolwiek chce się tworzyć treści.

Platformy społecznościowe pozwalają głównie tworzyć zasięgi dla treści. Dzisiaj wrzucę ten post na swoją tablicę na Facebooku. Machnę jakiś clickbajtowy tytuł, może ładną grafikę. W sam artykuł wejdzie jakieś 30-40 osób, w reklamy kliknie 0,3 osoby czyli zarobię jakieś 40 groszy. Czy opłaca mi się w takim razie pisać? Zupełnie nie, ale nie robię też tego dla zysku i jednocześnie nikomu nie podskakuję. Jestem niszowym autorem.

Co zatem w modelu Family Friendly będzie na górze?

Na pewno nie polityka. Prawdopodobnie zniknie z naszych ścian lub zostanie sprowadzona do bardzo niskiego poziomu. Kłótnie polityczne nie są fajne, nie budują pozytywnego przekazu. Wyprowadzają dyskusję z ulicy na poziom dosyć anonimowych pyskówek w sieci. Oczywiście nigdy nie jesteśmy anonimowi, ale to inna para kaloszy.

Możemy więc spodziewać się raczej zdjęć z wakacji, reklam grzecznych acz nachalnych i oczywiście zupełnego braku agresji, przemocy, seksualności, może też religii bo tak jak polityka jest ona powodem wielu waśni.

Czy taka przestrzeń będzie wolna? Zdecydowanie nie. Będzie to przestrzeń bardzo cenzurowana, posiadająca niewiele odcieni szarości. Już powoli teraz tak się dzieje. Nie tolerujemy w Internecie tak ważnych dla naszego języka wulgaryzmów. Zdecydowanie sprzeciwiamy się w przestrzeni wirtualnej wielu obrazom uważanym za niewłaściwe. Jednym z dobitniejszych przykładów przesady w tym zakresie jest ściąganie z tablic obrazu Eugène Delacroix pod tytułem „Wolność wiodąca lud na barykady”, tak za pierś, która niefrasobliwie wyskoczyła z spod sukni.

Scenariusz 2. Polityka

Nie ma sensu się sprzeczać, że social media to aktualnie główny nośnik myśli politycznej. Przecież obserwujemy dziesiątki profili polityków, partii politycznych, ruchów i organizacji społecznych. Te miejsca są wręcz przesiąknięte ideami i często niepoprawnymi politycznie stwierdzeniami. Polityka to nie jest delikatna zabawa w bycie dobrym wujkiem, tylko twarda walka o to, żeby bronić swojego narodu, niejednokrotnie przed samym sobą. Nie ma tam miejsca na sentymenty i bycie dobrym. Trzeba budować swoją wizję niejako po trupach. Oczywiście nie w dosłownym tego słowa znaczeniu. Bo finalnie polityka to bajka, w której na koniec dnia wygrać mają ludzie oddający głos, a nie banda przy korycie.

Dlaczego więc polityka to istotny punkt w scenariuszu rozwoju platform takich jak Facebook. Dlatego, że za pomocą social mediów wygrywa się wybory. Pokazał to PiS, pokazał to Trump. Głównie dzięki odpowiednio skonstruowanej narracji w mediach społecznościowych można doprowadzić do przeciągnięcia na swoją stronę wielu głosujących osób. Dlatego też politykom Facebook nie leży. Jest narzędziem o ogromnym zasięgu, niesamowicie opiniotwórczy i zupełnie poza kontrolą. Stał się tubą propagandową o niesamowitym bezwładzie. Mamy przecież możliwość zablokowania kontrkandydata na kilkanaście godzin bo palnął głupotę ze swojego konta, dzięki temu dostajemy wolną przestrzeń na własną reklamę.

Spójrzmy na prawicę. Zgadzam się z nimi w kontekście postulatów gospodarczych. Przynajmniej w sporej ich części. Nie podoba mi się natomiast ich zbyt szerokie pojmowanie wolności, nie zawsze mają rację. Potrafią też bez widocznego gołym okiem powodu się unieść. A bo znowu skrajna feministka coś zrobiła, no i się zaczyna nagabywanie do nienawiści. Faktycznie jest to powód do zaprzestania słuchania ich. Tylko czy równocześnie do pełnego wyciszenia?

I właśnie w scenariuszu politycznym platformy social media są pod pełną władzą aktualnego rządu. W tej utopijnej dla wielu rządzących wizji świata, to rozumiany w sposób dowolny obóz władzy staje się nośnikiem prawdy. Dzięki czemu cenzura jest nakierowana na bardzo konkretne punkty. Zakładają scenariusz, że rząd jest formowany przez osoby skrajne, a Komisja nadzoru nad Internetem składa się z osób najbardziej skrajnych wśród skrajnych. Tacy równiejsi wśród równych. Skutkiem tego było by bardzo proste, acz brzemienne w skutkach działanie. Dostajemy dzięki mediom społecznościowym informacje o konkretnym zabarwieniu politycznym. Ze względu na możliwość kontroli treści, argumenty strony przeciwnej znikałyby z sieci, tak po prostu. Dzisiaj był fajny tekst, jutro znika. Ktoś nagrał film protestacyjny, dzisiaj nie ma. Zorganizowano wydarzenie będące protestem. Znika. Ciężko to sobie wyobrazić? Co się stało całkiem niedawno temu z „Marszem niepodległości”?

Scenariusz 3. Wolność

Teraz będzie ciekawie. Wiecie, ze treści są już teraz cenzurowane? Nie wiecie? Kliknijcie w dowolny post i zgłoście go. Wyświetli się śliczna lista powodów, a potem zapewne najpierw algorytm, a potem człowiek zbada sprawę. Czy jest to dobre czy złe? Ciężko powiedzieć wprost. Sam zgłaszam wiele postów. Jeśli na grupie z śmiesznymi obrazkami ktoś wrzuca post zachęcający do rasizmu, seksizmu lub przemocy to wolę, żeby nie oglądało go zbyt wiele młodych osób. Jeśli ktoś komuś grozi to zdecydowanie wolałbym, żeby nie miało to miejsca. Są metody różne. Można naskrobać do rodziców i pokazać jak to ładnie dziecko się bawi w sieci. Można napisać do szkoły, żeby podjęli działania.

Zakładam teraz, że pomimo wielkiej odpowiedzialności społecznej ciążącej na właścicielach platform społecznościowych nigdy do tego nie dojdzie. W zasadzie są pod presją. Family content to miejsce, gdzie chcą być reklamodawcy. Poprawność polityczna, tam chcą być rządy. Nie, przecież nigdy tak nie będzie, że platforma społecznościowa nie będzie odpowiednio moderowana. Tak?

https://www.independent.co.uk/life-style/gadgets-and-tech/news/ai-robots-artificial-intelligence-racism-sexism-prejudice-bias-language-learn-from-humans-a7683161.html

Przeczytajcie powyższy artykuł z sprzed roku. AI to w początkowej fazie rozwoju takie dziwne dziecko. Posada spore umiejętności. Potrafi chociażby mówić i pisać, ale nie posiada wiedzy. Tą musi zdobyć, powiększać swoje zasoby wiedzy i umiejętności społecznych, żeby hmmmm… wtopić się w tłum, przestać być rozpoznawalna jak prosta maszyna, a w pewien sposób istota myśląca.

To co przeczytaliście na stronie Independent to przypadek może i trochę pachnący starością, ale oddający realia. IA podłączona do Twitera nauczyła się bardzo szybko, że trzeba być rasistą, nienawidzić konkretnych grup społecznych i oczywiście powiedziała o Trumpie, że to nadzieja. W dobę nauczyliśmy dziecko nienawidzić sporego kawałka świata. I tak, można mnie uznać za nieco zboczonego, ale prawda jest taka, że AI to właśnie dziecko, które trzeba rozwijać w odpowiedni sposób, uczyć ją. Nie jest to absurdalne.

Zatem co się stanie jeśli pewnego pięknego dnia Mareczek Cukiereczek uzna, że nie chce mu się moderować swojej platformy. Ludzie są dojrzali, samo sobie poradzą. Zaleje nas tak ogromna fala rzeczy złych, że będziemy bali się korzystać z tego medium. Dostaniemy na głowę niewybredne wypowiedzi nawołujące do trzymania kobiet w kuchni,  niszczenia żydowskich cmentarzy oraz zachęty do popełniania samobójstw. Nie na początku, ale bardzo szybko tak się stanie. Dlaczego? Je jesteśmy źli jako masa. Złe są jednostki. Część dlatego, że nie rozumie i uważa, że jego poczucie humoru jak bardzo by nie było chore, to jednak jest tym właściwym, są jednak tacy, którym to sprawia przyjemność. A Internet daje poczucie anonimowości, złudne, ale jednak.

Scenariusz 4. Status quo

Na koniec coś przyjemniejszego niż powyższe wizje katastrof lub kolorowych kucyków.

Najlepszym rozwiązaniem dla korporacji, którą jest Facebook jest po prostu zachowanie aktualnego statusu.

Nadal będziemy moderować treści, jeśli w Twoim kraju coś jest niepoprawne i tylko u Ciebie to będziemy tego pilnować tylko na Twoim podwórku, ba damy Ci nawet oddział na miejscu, zatrudnisz swoich ludzi i oni będą oceniać. Trochę tak jest teraz. Każdy naród posiada swoją mentalność. Ja nie jestem w stanie pojąć kultury tak skrajnie innej od mojej jak np. Japońska. To co dla mnie jest nieprzyzwoite może tam, uchodzić za normę i odwrotnie. To, że w pewien sposób stajemy się globalną wioską nie oznacza, że powinniśmy zapominać o odrębności kulturowej.

Wrażliwy oczywiście będzie temat polityki. Tutaj social media będą musiały bardzo delikatnie balansować między umożliwieniem każdej ze stron wypowiedzenia się i posiadania własnych farm zasięgowych ale jednocześnie utrzymywać kulturę wypowiedzi na odpowiednim poziomie. To jest ogromne wyzwanie dla platform społecznościowych. Jeśli nie będą grać ostrożnie to politycy się nimi zajmą, a wtedy otrzymamy scenariusz upolityczniony.

Co można powiedzieć na koniec?

Przed wszystkimi mediami społecznościowymi stoi nie małe wyzwanie. Urosły w siłę i stały się równie potężne co największe kraje na świecie. Posiadają zasoby, możliwości opiniotwórcze i ogromne zdolności finansowe. Nie są zadłużonymi między sobą państwami uwikłanymi w polityczne, etniczne i geograficzne zależności.

W dzisiejszych czasach to media społecznościowe są Internetem, a on sam w sobie tworzy rzeczywistość. Google, Facebook i Amazon generują to jak wygląda teraz świat. Z jednej strony chcą nas oszukiwać i trzymać w bańce, gdzie przemoc i nienawiść nie istnieje, z drugiej dzięki psychologii i analityce pozwalają utrzymać rząd dusz. Kiedyś ta rola przypadała Kościołowi w Europie. Posiadał system kar i nagród. Media społecznościowe też tak działają. Grasz tak jak chcemy, dostaniesz nagrodę, zasięgi, zarobki, możliwość tworzenia w dobrym społeczeństwie. Bawisz się brzydko? Dostaniesz po głowie. Przestaniesz zarabiać, stracisz rozgłos, a ostatecznie zostaniesz ewaporowany.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *