Plany

Tak, tak. Wiem. Pisać się nie chce. Tylko te gry i inne dziadostwa w głowie. Można w sumie powiedzieć, że tak. Może z drobnymi wyjątkami. Po raz drugi zbudowałem Gwiezdnego niszczyciela „Egzekutor”. Tak tego, którym zasuwał Lord Vader. Nieco żałuję, że Lego nie stworzyło zestawów ze Star Treka, bo to uniwersum polubiłem bardziej, szczególnie po wybrykach Disney`a. Co tam. Takie życie. Jeszcze czeka mnie odbudowanie AT-AT i Millenium Falcon. Potem może coś nowego. Zobaczymy.

Jednak nie o klockach chciałem. O graniu też nie bo na to przyjdzie czas. Tak, ostatnio gram w gry Lego i jeśli ktoś śledzi moje konto PSN to mógł zauważyć, że sięgnąłem po The Order 1886. To zdecydowanie temat na kolejny tekst, taki typowo o graniu i rozterkach gracza.

Dzisiaj jednak chciałbym o uczciwości, a w zasadzie o moralnym aspekcie działania w ramach mojego światłego pomysłu szerzenia wiedzy o technologiach wśród dzieciaków z niezbyt zurbanizowanych przestrzeni.

Dokopałem się co też trudne nie było do tego, żeby sprawdzić jak radzą sobie fundacje. Pooglądałem najpierw jak to jest z kasą. Np. tutaj. Tak, trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, z pensji analityka nie da się zawojować świata. Okazuje się, że mediana dla takich organizacji to w 2016 rok ok. 93 tys PLNów rocznie. Więc nieźle. Starczy na reklamy w sieci, żeby zwiększyć zasięg, spokojnie można pojechać też na jakieś szkolenie, żeby szerzyć wiedzę. Może i udało by się rzucić robotę na tydzień (czyli wziąć urlop) i ruszyć na ścianę wschodnią i pokazać nauczycielom z kilku podstawówek co można zrobić, żeby było troszkę lepiej.

Ogólnie widzę, że może mieć to sens.

Wiem, że może mi brakować trochę wiedzy i umiejętności. Mogę czegoś jeszcze nie rozumieć ale przecież trzeba się uczyć, no i nie będę sam. Na pewno ktoś mi pomoże. Przecież Internet to nie tylko memy z kotami ale też wielu świetnych ludzi, z resztą pokazują to chociażby zbiórki prowadzone w sieci.

O właśnie, prywata. Pod tym linkiem znajdziesz drogi czytelniku moją zbiórkę urodzinową. Jeśli chcesz się dołożyć to zapraszam:

https://www.facebook.com/donate/1980264878704424/?fundraiser_source=external_url

Dobra ale wróćmy do meritum.

Aspekty moralne.

Sporo rozmawiam z Patrycją na tematy różne. O tym też. Jestem pewny, że bez niej to nic bym nie zrobił. Po prostu nie dałbym sobie rady. Już nie chodzi o aspekty techniczne czy o to, że co dwie głowy to nie jedna. Raczej chodzi o wsparcie psychiczne i wrodzony rozum. Tak, kobiety to skarbnica rozsądku i trzeba z niej korzystać. Dobra, nie zawsze to robię, ale się staram jak mogę.

Jest coś co deprawuje w pieniądzach. Niech przykładem będzie Jerzy Zięba, o którym możliwe, że zaraz będziemy mówić Jerzy Z. Gość sprzedający buraka bez wody za chore pieniądze. Może przykład przejaskrawiony. Jednak coś w tym jest. Co jeśli się uda? Nie w tym sensie, że się uda i dzieciaki będą miały lepszy start. Raczej co jeśli zobaczę na koncie zbyt wiele kasy? Prozaicznie. Wpadnie powiedzmy 1% od kilku osób. Potem wskoczy jeszcze kilka datków prywatnych. Różnie się przecież dzieje.

No i tutaj pojawia się ten filozoficzny dylemat.

Bo oczywiście jest druga strona medalu. Wezmę się za to pełną gębą i okaże się, że nie ma forsy, a trzeba z czegoś żyć. Czy będzie tak, że altruistyczne myśli zostaną zastąpione prozaiczną chęcią wsadzenia czegoś do gara?

Zastanawiam się ile osób miało również takie dylematy?

Całkiem poważnie. Przecież nie ja pierwszy zastanawiam się jak można coś dobrego zrobić. To nie jest tak, że tylko ja patrzę na świat i stwierdzam, że cholera, trzeba być innym człowiekiem skoro dookoła jest taka znieczulica.

Motywy mam proste. Nie wierzę systemowi. Brak wiary w niego powoduje, że chcę coś zrobić. Bo każdy duży system działa tak, że chce pokazać się z perspektywy skali. Wszyscy. 80% populacji ma coś, tylko, że te 80% populacji to kilka miast, a reszta tego czegoś nie ma. To może i lewackie podejście ale marzą mi się równe szanse. Nie to, żeby na siłę wskazywać głupim ludziom miejsce wśród mądrych, bo powinni się lepiej poczuć. Nie o to chodzi. Dostęp do możliwości jest istotny, nie to, żeby każdy miał tyle samo.

Tylko co dalej?

Proces, przynajmniej formalny jest prosty jak kopanie ziemniaków. Potem tylko robić. Rozplanować i działać, no i nie odejść od tego co się robi na co dzień, tak, żeby nie prawić za 5 lat rzeczy, które nie istnieją. Pestka.

Rozterki mam całkiem poważne. To nie chodzi o to, że się może coś nie udać, bo przecież nie rzucę wszystkiego w pogoni za króliczkiem. Jeśli się nie uda to będzie mi przykro. Może zmarnuję czas. Chociaż z drugiej strony jeśli z dwie osoby zrozumieją i będą uczyć się dalej to było warto.

Czuję, że tak trzeba.

Mam nadzieję, ze do tego tekstu będę wracał zawsze kiedy coś mnie tknie, żeby zrobić głupotę. Chociażby jeśli wpadnę na pomysł, żeby kasę przeznaczyć nie na cele statusowe ale na nowe cztery kółka. Przecież można to uzasadnić i wrzucić w koszty. Why not? Tak, mam dylemat. Bo przecież nie wiem czy coś się nie zmieni. Może za kilka lat nie będę siedział na krześle z sieciówki tylko na wypasionym fotelu, a e-maile wysyłał będę z nowiuśkiego Mac Booka, a nie średniej klasy Lenovo?

Mam nadzieję, że nie tylko ja tak myślę. Chciałbym nigdy nie wpaść na pomysł, żeby sprzedawać swoje usługi, bo nie taki jest cel. Wolałbym, żeby nie wdarł się marketing. Jeśli już to coś fizycznego, może książki? Cholera wie. Chociaż w jednym akapicie zmieniłem zdanie, nie wiem czy to dobrze wróży na przyszłość.

Kończąc, chociaż też się nie rozpisałem jakoś poważnie.

Będzie się działo mam nadzieję. Czeka nas pracowita jesień i zima. Pełna pisania scenariuszy, składania treści, tworzenia animacji, robienia grafik, szukania rozwiązań i w ogóle pracowania nad tym, żeby było jak najlepiej. Nie mogę się doczekać. Jednak lubię pracować.

Ciągle żywię nadzieję, że to co napisałem powyżej będzie się mnie trzymać przez resztę życia. Jednak, po mimo wszystko ważniejsze będą ideały niż przelewy, nie zaślepi mnie chęć tworzenia sobie lepszego standardu życia kosztem tego co chciałem poprawić.

Jeśli za kilka lat okaże się, że jednak nie robię tego tak jak założyłem, to oznacza, że zawiodłem sam siebie, jednak nie pokonałem systemu. Tak też, niech i będzie to przestrogą dla osób, które chcą podobnie. Może i chcesz ale trzeba uważać, żeby tego nie spierdolić. Dosadnie mówiąc.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *