Recenzcja: The Order 1886

Mam mniej więcej godzinę do ściągnięcia The Elder Scrolls Online. Podejście numer trzy. Wiem, że jest to dobre MMO RPG, wiem też, że system rozwoju postaci jest świetny. Odbiłem się poprzednim razem na trywialnej rzeczy. Na rozmiarze plecaka. Okazało się to być bardzo nachalnym elementem mikropłatności, a z drugiej strony nie miałem czasu na mozolne zbieranie surowców. Jednak, teraz wyczerpałem chyba wszystkie proste tytuły z mojej biblioteki, trzeba dać szansę.

Co do wyczerpywania tytułów to warto wspomnieć kilka godzin poświęcone na The Order 1886.

Oczywiście będzie masa spojlerów, jeśli ktoś nie grał i ma na nie uczulenie, to polecam zamknąć kartę w przeglądarce.

Czekałem, żeby ograć ten tytuł mniej więcej od momentu kiedy o nim usłyszałem. Jednak blokowała mnie informacja bijąca z każdej recenzji. Ładne, ale krótkie. No i jakoś nie miałem ochoty wydawać pełnej pudełkowej ceny na coś co da mi możliwość zabawy na parę godzin. Poczekałem, złapałem w promocji i ograłem.

Ciężko jest mi powiedzieć, że czegoś mi w tej grze brakuje, czuję co prawda jakiś niedosyt, ale nie jest on spowodowany czymś namacalnym.

Zacznijmy od grafiki.

Warto zauważyć, że jest to tytuł startowy dla PS4. Co do zasady powinien nie wykorzystywać pełni mocy konsoli, być technologicznie nie doskonały. Być może z tego względu gra jest tak mocno korytarzowa? Terminy + zakres pracy zmusił twórców do mocnego ograniczenia przestrzeni? Trzeba jednak przyznać, że sama oprawa graficzna jest dobra. Modele postaci są dopracowane. Animacje na poziomie produkcji wydawanych obecnie. Naprawdę nie ma na co narzekać.

Kolejny powinien być dźwięk. Ten jednak ani nie zwala z nóg, ani nie jest jakoś szczególnie straszny. Po prostu ścieżka dźwiękowa jest i nie powala.

Trzeba natomiast przyznać, że polska lokalizacja jak to często ma miejsce, nie jest irytująca. Można spokojnie bawić się bez zmieniania języka w konsoli.

Czas na mechanikę.

W tej grze w zasadzie mamy dwa segmenty. Chodzimy lub strzelamy. No, może trzy, bo oglądamy animacje na silniku gry i sporadycznie reagujemy na QTE.

Co do samego chodzenia to gra w zasadzie nie oferuje sekcji skradanych, oprócz niemalże finalnej akcji w ogrodzie i krótkich scen przed czyszczeniem fal wrogów. Głównie przemieszczamy się korytarzami, szukamy poukrywanych znajdziek utrzymanych w klimacie świata przedstawionego. Mamy wycinki z gazet, zdjęcia, audiologii. Z jednej strony mają przybliżyć to co przedstawiono w grze, z drugiej strony są to oczywiście zapychacze czasu jak każde inne znajdźki we wszystkich innych grach. Nachalne nie są, trzeba je wyzbierać, żeby dostać platynę. Podejrzewam, że twórcy to przewidzieli, bo każdą z sekwencji można w dowolnym momencie powtórzyć. Taka gra pod platynę, pierwszą na PS4.

Strzelanie w tej grze jest, hmmm dziwne. Z jednej strony jest to strzelanka z systemem osłon. Nasz bohater posiada możliwość spowolnienia czasu raz na jakiś czas oraz jednorazowego wskrzeszenia. Jest to miłe urozmaicenie, szczególnie, że samo strzelanie, jak już pisałem jest dziwne. Do rąk dostajemy w miarę tradycyjny pukawki takie jak strzelba, karabin, rewolwer. Z drugiej strony mamy bardziej futurystyczne narzędzia zniszczenia. Karabin tesli, który niby długo się ładuje, ale zadaje potężne obrażenia, karabin termitowy, który wypuszcza chmurę termitu, którą możemy podpalić nad głowami wrogów oraz na chwilę dostajemy rakietnicę.

A jest jeszcze kusza. Broń na czas krótkiej misji skradanej. Z tego strzela się fajnie, szkoda, że dostajemy ją na chwilę.

Co do dziwności strzelania to w zasadzie trzeba przyznać, że przeciwnicy zachowują się dziwnie. Część siedzi za osłonami i co jakiś czas rzuca granatem, które wydają się być nieskończone. Snajperzy stoją jak kołki i próbują nas trafić, a goście ze strzelbami biegną przed siebie tylko po to, żeby odstrzelić nam tyłek. Z jednej strony może i tak powinno być, z drugiej, no nie wiem, dziwnie jest.

Zadbano chociażby o taki detal jak wstrzymanie oddechu podczas celowania ze snajperki. Z drugiej walki są bardzo nie równe. Wrogów jest kupa, amunicji nie zwykle za mało, a i tak najlepszym nośnikiem śmierci jest rewolwer.

Skoro już jestem przy mechanice walki to warto powiedzieć coś o bossach. Z tym, że najpierw trochę o samej fabule.

Jesteśmy właściwie nieśmiertelnym rycerzem zakonu będącego czymś na kształt Okrągłego Stołu. Szybkie leczenie ran zawdzięczają Świętemu Gralowi i magicznej wodzie, którą z niego piją. Czarnej wodzie. Mamy więc element mitologiczny. Do tego dochodzą dwie rasy uważane w świecie gry za będące na granicy wyginięcia. Wampiry i wilkołaki. Co do tych drugich to o ich istnieniu dowiadujemy się bardzo szybko, te drugie okazują się stać na czele spisku mającego na celu kolonizację Nowego Świata. Warto zaznaczyć, że cała rozgrywka ma miejsce w wiktoriańskiej Anglii, stąd też kolonizacja Ameryki jest tematem gorącym.

No i docieramy do momentu, w którym gra przestaje być fajna.

Same walki z ludźmi bywają trudne. Nie dlatego, że skrypty są mocno wymagające. Jest ich po prostu zbyt wielu. Ot cała filozofia. Za to walka z wilkołakami jest po prostu nudna.

Zwykle atakuje nas nie więcej niż dwa stwory na raz. Schemat za każdym razem jest taki sam. Czekamy aż się bestia pokaże i pobiegnie w naszym kierunku. Strzelamy. Naciskamy X, żeby zrobić unik. Powtórz. W zasadzie nie ma w tym żadnego wyzwania. Można było założyć czysto teoretycznie, że takie walki powinny być trudne. Są jednak prostymi QTE. Niczym więcej. Szkoda. Nawet na produkcję robioną raczej na szybko, można było dodać ciut więcej do tych walk. Może jakieś segmenty walki wręcz? Cokolwiek.

Bardzo podobnie jest z głównymi złymi. Tu głownie bawimy się właśnie walką wręcz za pomocą noża i leżących przedmiotów, które skrypty pozwolą nam wykorzystać jako broń. Tez mogło by być lepiej. Po prostu pokonanie takiego przeciwnika nie jest satysfakcjonujące jeśli opiera się w zasadzie na dobrym klikaniu w klawisze w zgodzie z komunikatami. Nie oczekiwałem oczywiście czegoś podobnego do Dark Souls. Zdecydowanie nie. Może bliżej GoW? No niestety.

Kończąc mechaniki. W grze, w dosłownie kilku miejscach odpalają się minigry odpowiedzialne za otwieranie zamków lub wysadzanie bezpieczników. Oczywiście są one elementem zapychającym czas. Mam nieodparte wrażenie, że zostały dodane tylko dlatego, żeby nieco przedłużyć rozgrywkę. Możliwe jest też to, że zbudowano je na początkowym etapie, kiedy to miała być większa produkcja, zabrakło czasu, mechaniki zostały.

Jakie są zatem moje oczekiwania odnośnie tej produkcji? Bo mam i to duże.

Fabuła posiada otwarte zakończenie, pozwala spokojnie na zbudowanie większej kontynuacji. Sam świat przedstawiony jest na tyle ciekawy, że spokojnie można w nim budować kolejne historie. Źle by się stało, gdyby był to jednorazowy wyskok. Po mimo wielu niedociągnięć jest to jednak solidna pozycja, w sam raz na dwa, trzy wieczory, bez angażowania się szczególnie w poznanie mechaniki. Można usiąść i zacząć grać. Jest to świetna odskocznia od rozbuchanych sandboxów.

Szczerze polecam. Może nie ma tutaj bardzo rozbudowanej rozgrywki, ogromnej mapy, zabawy na setki godzin. Jest za to dobra grafika, ciekawa fabuła i ogromna prostota grania. Za max 50 PLNów warto, w cenie premierowej zdecydowanie nie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *