Wybory, wybory, po wyborach

Wybory, wybory i po wyborach.

Nie chcę wchodzić w dyskusję na temat politycznego aspektu. Staram się jednak być od tego daleki, przynajmniej w sferze publicznej. Niemniej muszę powiedzieć, że wyniki w moim rodzinnym mieście, szczególnie z perspektywy wyboru prezydenta to, cóż. W drugiej turze wybór będzie między dżumą, a cholerą. Z jednej strony przedstawiciel ekipy wywiezionej na taczkach, a z drugiej gość, który nie zrobił jakoś szczególnie dużo przez ostatnie dwie kadencje. Ja wiem, że rada miejska była nie do końca przychylna i różnie to tam było podczas głosowań. Tak czy inaczej „Bytom to nie hasiok” i mam nadzieję, że nowo wybrani urzędnicy będą o tym pamiętać.

Tyle jeśli chodzi o komentarz polityczny. No, może jeszcze dodam, że szkoda, że jedna z ważniejszych dla mnie osób, które w swoim życiu poznałem, nie zasiądzie w radzie miejskiej. Szkoda. To niesamowicie mądry i aktywny społecznie facet. Może byli lepsi, na pewno wielu było mniej skromnych, być może o to chodzi w osiąganiu sukcesu politycznego, że trzeba wsadzić skromność w kieszeń i biegać z sztandarem na piersi i okrzykiem zwycięstwa na ustach. Szkoda. Nie zmienia to faktu, że jeśli czytasz ten tekst to wiedz, że miałbyś mój głos, gdybyś startował z mojego okręgu i jeśli kiedyś będziesz potrzebował wsparcia to wal śmiało!

Dość polityki.

Chciałbym przyjrzeć się aspektowi technicznemu całej tej zabawy w wybieranie reprezentantów.

Zacznijmy od tego co się dzieje z tyłu. Wiem o tym sporo, bo kilkukrotnie uczestniczyłem w wyborach jako członek komisji. Sporo się nasiedziałem podczas liczenia głosów. Tak dla zainteresowanych, płacą coś około 300 PLNów za głowę. W każdym obwodzie jest nieco lepiej opłacany przewodniczący i zastępca. Członków każda z komisji ma co najmniej kilku. Policzcie sobie sami. Takich obwodów było podczas wyborów samorządowych prawie 27 tys. Tak, kupa kasy idzie na samych tylko tymczasowych urzędników. Takich co to przyjdą rano i będą wydawać przez kilka godzin karty, a potem wrócą i policzą głosy.

Ta praca też jest ciekawa. Wiece jak się liczy głosy? Komisyjnie otwiera się urnę i wywala na podłogę te wszystkie karty. Tak po prostu, bo jak inaczej? Na stół? Zapomnij. Przecież się rozsypie i jeszcze zawieruszy, a jednak każdy głos jest ważny. Jak by nie było.

Teraz były wybory samorządowe. Gorzej się chyba nie da trafić. Kilka kart, dziesiątki możliwych konfiguracji głosów i konieczność liczenia tego w zasadzie w nocy, bo to się wszystko dzieje około 22. Potem jeszcze sprawdzić te głosy ponownie, bo nie można się pomylić. Cześć kart komisyjnie się unieważnia, bo może ten dodatkowy szlaczek to przez przypadek, a nie specjalnie. Liczyć się kończy po mniej więcej dwóch godzinach tak dla pewności.

Jednak to nie jest koniec. Przecież było by za prosto.

Potem jest komisyjne pakowanie tych kart. Robienie ładnych paczek, które w asyście policji są przekazywane do właściwego urzędu, a tam przecież jest jeszcze ktoś kto liczy. Pewnie nie wszystko, ale na pewno wyrywkowo karty są ponownie sprawdzane. Tak dla pewności.

Tylko chwilunia. Momencik. Wiecie, że to jest jeszcze wprowadzane do programu, który o 22-23 jest tak przeciążony, że akt wpisywania danych to kolejna godzina lub dwie poświęcone na wklepywanie danych. Tak. Przepisywanie z kartki do komputera, żeby się w stolicy pokazały cyferki. Spoko.

Zaleciałem na sam koniec, a tu przecież jest jeszcze konieczność przygotowania tego wszystkiego.

Trzeba przecież wydrukować karty do głosowania. Być pewnym, że lista kandydatów jest ok. Czyli znając życie listy są sprawdzane po kilka razy, a na koniec i tak coś nie wyjdzie i się kolejność zamieni albo pojawi się nazwisko, którego nie powinno być. Takie czeskie błędy, które się przecież zdarzają. Po prostu. To robią ludzie i bez pomyłek po prostu się nie da. Bądźmy poważni. Widzieliście kiedykolwiek produkt przygotowany przez człowieka, który nie ma wad?

Idąc tym tropem dostajemy kilka ryz papieru zmarnowane na błędy.

Ba, nawet jeśli błędów nie będzie to mamy przecież miliony zadrukowanych kawałków papieru z kilkoma nazwiskami, które grzecznie czekają na dzielnych wyborców.

Tylko, że zagłosowanie to też nie jest prosty temat.

Większość młodych osób musi się dopisać do listy wyborców. Okazuje się, że to nie jest takie proste. Trzeba wysłać PIT albo deklarację właściciela mieszkania czy jakieś inne poświadczenie, że mieszkamy tam gdzie mieszkamy. I to takie ważne jest w kontekście tego czy zagłosuję w Bytomiu czy Warszawie? Okazuje się, że tak, po mimo tego, że w Bytomiu bywam 3-4 razy do roku to na liście wyborców jestem. W Warszawie od 5 lat płacę podatki, ale tu się muszę dopisać do listy i robić jakieś głupie wygibasy. No i jeszcze będą mi urzędnicy pod górkę robić, bo cośtam.

To tak, gdyby ktoś nie wiedział jakim cholernych archaizmem jest nasz system prowadzenia wyborów. Już nie będę marudził, że w miasteczkach mających po 50-60 tys. mieszkańców, wybiera się po kilku radnych, jak by 3 nie wystarczyło. Bez sensu. O czym tych 10-12 ludzi ma gadać? Wybiorą sobie po 5 ulic i każdy z nich będzie się zajmował własnym kawałkiem? Może będą debatować przez trzy posiedzenia, na jaki kolor pomalować płot? Szkoda gadać.

Dobra. W tym układzie jak powyżej wybory są po prostu drogim interesem. Trzeba ludzi, papier, systemy, ogarniać transport, poprawiać fizyczne błędy. Na koniec jeszcze ręcznie liczyć.

Rozmawiamy tutaj o systemie, który nie zmienia się po mimo tego, że zmienia się technologia i dzisiaj ten cały cyrk można zmieścić na ekranie komputera. Bez problemu można zlikwidować kolejki. Można spokojnie olać ciszę wyborczą, która jest absurdem w kontekście internetu. Ba, można zrobić wybory kilku dniowe! Poważnie. Dlaczego mają trwać jeden dzień, a nie trzy? Co nas to boli? Wyników można nie ujawniać, żeby nie sugerować innym, ale przecież nie musi się to zamknąć w jednym dniu.

Jak ja to widzę?

  • ePUAP

Kto nie korzystał z profilu zaufanego, ten nie wymieniał ostatnio dowodu albo lubi kolejki. ePUAP to taki twór, który pozwala na załatwianie prostych spraw w urzędach dzięki profilowi zaufanemu. W zasadzie jest to sprzęgnięte z kontem w banku więc temat bezpieczny. Dodatkowo można przebiec się do urzędu i taki profil założyć sobie na dowód. Też działa, chociaż przez bank szybciej. W zasadzie parę kliknięć i wszystko jasne.

Dlaczego to takie istotne? Jeśli mogę za pomocą takiego poświadczenia zamówić sobie paszport to dlaczego nie mogę zagłosować? Nic nie stoi na przeszkodzie. Identyfikuje jednoznacznie człowieka? Tak! Pozwala powiązać go z miejscem zamieszkania? Tak! Gdzie problem? Trza zrobić i nie gadać.

To co na pewno wypadało by dorobić to zmusić usera do podania adresu. Ale chwila, chwila. Przecież większość z nas jakiś PIT to jednak składa co roku. Czy się mylę? Nie mylę się. Zapiąć z bazą US i po zawodach.

  • Blockchain

Tylko i wyłącznie, żeby dane były dobrze przechowywane i nie dało się nimi manipulować. Technologia oczywiście nigdy nie zastąpi takiej tradycyjnej bazy danych, ale w tym kontekście ma sens. Przecież oddanie głosu na kandydata powinno być niezbywalne. Równocześnie jeśli ja oddam głos to już go oddałem, koniec zabawy.

Myślę, że przy odpowiedniej kryptografii to jest technologia, która będzie podwaliną pod system do ogarniania wyborów.

  • Big Data

Taka wisienka na torcie. Te wszystkie dane można wrzucić w Big Data i potem analizować na potrzeby różne. Oczywiście trzeba je wyczyścić z PESELI, ale nie o to chodzi. Informacje nawet zaagregowane są idealną pożywką dla władzy. Nie dlatego, że ma być dzięki temu budowana propaganda. Nie o to chodzi.

Dzięki pozbieraniu informacji, nawet zaagregowanych, można uzyskać np. informację: kobiety w wieku 20-30 lat głosowały na kandydata X, była to silna reprezentacja, ale nie pozwoliła kandydatowi wygrać. Co z tego? Samorząd ma informacje, że ten kandydat proponował coś ważnego. Może żłobek? Przedszkole? Trzeba się nad tym pochylić. Ważny temat i ogromne poparcie. Taka analiza, którą PKW mogło by udostępnić to przecież nic trudnego i co ważne daje na wprost szanse na zrozumienie społeczeństwa.

 

Ostatnie akapity w takim układzie.

Mamy wykorzystane trochę technologii i postawione to na mocnym serwerze. Można nawet pokusić się o to, żeby przy nazwisku kandydata pokazało się jego zdjęcie i kilka słów o programie. XXI wiek jak się patrzy.

Taki świadomy głosujący siada przy komputerze, loguje się i oddaje głos. Głos automatycznie wpada na serwer i się zlicza. Wyniki mamy niemalże od ręki.

Nie potrzeba wycinki drzew na karty, które potem trafiają na makulaturę lub o zgrozo są magazynowane na wszelki wypadek. Nie potrzeba tysięcy ludzi do obsługi tego grajdołu tylko kilka przeszkolonych osób na jednostkę administracyjną różnych szczebli. Nie potrzeba papierologii między PKW, a komitetami. Rejestrujesz się na portalu, dostajesz akcept, układasz program, dodajesz kandydatów. Wszystko się dzieje samo.

Dlaczego nie zrobiliśmy tego? A bo cośtam. Jeśli argumentem jest to, że część osób nie ma komputerów to zróbmy szybką ścieżkę zakładania profili zaufanych na pół roku przed wyborami. Dla spóźnialskich zróbmy kilka komisji, gdzie ktoś pomoże to ogarnąć, doda człowieka ręcznie do listy, zweryfikuje i pozwoli mu zagłosować za pomocą komputerka. Przecież nie potrzeba do tego potwora, cokolwiek co wyświetli stronę www. W każdej szkole są komputery, a tam odbywają się wybory. Nie róbmy z tego takiego problemu.

Czy to się kiedykolwiek stanie? Ciekawe pytanie. Zapytam się PKW czy wybory powiedzmy w 2020 (chyba parlamentarne wtedy będą) mogą się odbyć normalnie, a nie metodą jak z sprzed stu lat. Dam potem znać co mi odpowiedzieli, bo to ciekawy temat jest.

Niby taki nowoczesny kraj, a dalej kartki liczą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *